Będę bogaty

by Mariusz

Jakiś idiota znalazł sobie cel w życiu i postanowił mi trochę przeszkodzić podchwytując bloga i zmienił hasło. Trochę zajęło mi odzyskanie władzy i brakowało mi trochę zrzucenia myśli. Cóż, ludzie mają dziwne zajęcia, ale skończyło się dobrze i niech tak zostanie. Przynajmniej miałem czas na wyluzowanie i mogłem usiąść przy stole wigilijnym z rodziną bez laptopa na kolanie. A co się działo w między czasie?

Tytuł nie jest przypadkowy, ponieważ oglądając parę filmów („W pogoni za szczęściem”, „Brat” itd) zrobił się dziwny mix. Otóż jeżeli zawarłbym swój wątek w biografii podsumowującej mój żywot to zbiłbym fortunę, gdyby ktoś chciał napisać do tego scenariusz i zekranizować. Nie musiałby tego nawet koloryzować, bo życie lubi się mną bawić. Szczególnie biorąc pod uwagę co się działo ostatnio, a co konkretnie? nie życzę tego raczej nikomu, kto jest na etapie organizowania sobie życia z kimś obok. Ale skrócę całą historię związaną z moją żoną oraz kontynuację temat, aby złożyć to w logiczną całość.

W kwietniu 2012 roku wziąłem ślub z moją obecnie żoną, która jest Rosjanką i przeprowadziła się dla mnie do Polski. Mieliśmy tylko miesiąc, aby zorganizować ślub, ponieważ dostała krótką wizę. Stawaliśmy na rzęsach, aby się udało. Urząd ds. Cudzoziemców i Urząd Stanu Cywilnego to miejsca odwiedzane regularnie, plus mieliśmy wielkie wsparcie od ludzi, którzy przechodzili przez podobne akcje z cudzoziemcami. USC nie godził się na wczesny termin, ponieważ termin można ustalić za minimum 30 dni chyba, że będzie to specjalny powód (krótka wiza to nie powód, aby skrócić termin), UdsC nie wyraził zgody na przedłużenie wizy, ponieważ ślub to nie jest wystarczający powód. Cóż, robiliśmy wszystko zgodnie z prawem. W końcu okazało się, że USC może skrócić termin, ponieważ nie jest sprecyzowane co może być dokładnie powodem skrócenia terminu. Ślub skromny, bo szybki i w dodatku te zdjęcia… makabra. Złożyliśmy papiery, aby żona dostała kartę pobytu i mogła się jakoś rozwinąć, a nadchodzące mistrzostwa w piłce nożnej to z pozoru dobra okazja, aby cudzoziemiec porozumiewający się w paru języka znalazł pracę.
Na kartę trzeba było czekać, a my ten czas staraliśmy się jakoś wykorzystać. Dobijała mnie sytuacja, że mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu, ale pocieszał mnie fakt, że żona jest zainteresowana zmianą tego – kupno mieszkania. Kto mieszka na walizkach wie, że nie opłaca się wynajmować kawalerki lub mieszkania w lepszym standardzie wiedząc, że to okres przejściowy, więc liczył się plan na przyszłość. W  mojej głowie było dużo, bardzo dużo planów, ale inaczej było do tej pory, ponieważ trzeba decydować za „nas”, a nie „za siebie”. Wielką rolę odgrywało w tamtej chwili Euro, ponieważ objąłem wyższe stanowisko w pracy co było raczej pomocą pracodawcy w stronę „młodej pary”. Do tego rozchodziło się, że czeka nas spora premia za dobre wyniki, więc priorytet był taki, aby przeżyć Euro, więc nie mogliśmy brać urlopu. Taka sytuacja towarzyszyła myślom, aby żona robiła co chciała, a ja będę ją wspierać w miarę możliwości.

Niestety ciężka praca ma to do siebie, że wiele spraw z życia prywatnego umykają. Euro jak się okazało to bardzo skomplikowana sprawa, przez okres pracy byłem praktycznie wycieńczony, senny. Ale to nic, po Euro żona dostanie kartę i będziemy mogli swobodnie poruszać się gdzie chcemy i pojedziemy na zasłużony urlop. Z pracą żony nie było również kolorowo, chciała nauczyć się gastronomii, ale było to poza zasięgiem, restauracje nie odpowiadały na nasze zapytania. Nieustannie myślałem o przyszłości, zaplanować i natychmiast przejść do działania. Moja praca błyskawicznie odbierała mi wszelkie siły i w połączeniu w zadręczaniu się ‚co dalej’ traciłem kontakt z żoną. Robiąc coś z myślą zaniedbywałem…robienie prostych rzeczy razem. Zaoferowałem pracę żonie u siebie, lecz w zupełnie innym departamencie. Kierowałem się tym, że będzie miała lekką pracę, podszkoli język i będzie jej łatwiej później.

Sytuacja pogarszała się. Przede wszystkim okazało się, że praca żony jest o wiele cięższa fizycznie dla niej niż moja dla mnie. Sytuacje kiedy widziałem jej płacz w skrajnym zmęczeniu uświadomiło mnie, że popełniłem poważny błąd wysyłając ją do pracy, której nie znam. Czułem się odpowiedzialny za jej łzy i ból. Po zakończeniu Euro dostałem informację, że jedyny termin, aby iść na urlop to wczesny lipiec, bez możliwości rezerwacji sierpnia. Akurat q sierpniu zależało mi szczególnie, ze względu na przyjazd rodziców żony. Miałem dość swojej pracy, jedynie żona swoją obecnością  dodawała mi sił, aby przetrwać ten okres. Doceniałem to, a w zamian próbowałem wynagrodzić jej drobnymi uczynkami, takie jak spotkanie z jej drużyną, czy umożliwić jej pójście na mecz.

Z każdym dniem przekonywałem się, że nie da się życz uczciwie w tym kraju ciężką pracą. Żona przeglądała kolejne ogłoszenia nieruchomości, ale czy zakup mieszkania to dobry pomysł? Kredyt zamuruje nas na parę lat, a w mojej głowie iskierka pomysłu o emigracji z dnia na dzień zmieniał się w żywy ogień. Rozmowy, które prowadziłem ze znajomymi zza granicy zmieniły się w badania gdzie lepiej żyć. Ostatecznie zapytałem się moją żonę, czy chciałaby się przeprowadzić do innego kraju. Chodziły mi po głowie głównie powody zarobkowe, więc kraje w trudnej sytuacji gospodarczej (Hiszpania, Grecja, Włochy) odpadają, więc zostały kraje, w których mam jakieś znajomości i o pracę byłoby przynajmniej łatwiej (Wielka Brytania, Irlandia). Przestawałem być zainteresowany zakupem mieszkania, tak samo jak dalszym życiem w Polsce. Zależało mi, aby żona nie widziała mojego zaniepokojenia, dlatego czym szybciej próbowałem się dowiedzieć, czy wyjazd nie oddali nas od siebie, bo żona była dla mnie wszystkim.

Koniec Euro. Nareszcie koniec! Nawet darmowe bilety nie wynagrodziły nam tego ile odebrała mi sama organizacja i zaangażowanie w stosunku do tego ile odebrało mi to chwil, które wolałbym poświęcić żonie. Motywacja związana z premią i pozytywne nastawienie mojej żony wzbudzała pomogły jakoś wytrzymać do końca. Ja osobiście byłem przekonany, że moja żona zasłużyła na więcej i miałem zamiar jej to dostarczyć. Nie można żyć w takich warunkach czekając na lepszy dzień, miałem tego wyraźnie dość. Na szczycie tego wszystkiego pojawiła się informacja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że dla naszego dobra trzeba porzucić swój dorobek, który budowałem od pięciu lat i wyjechać – informacja była bowiem taka, że firma nie przewidziała żadnych premii mimo wyśmienitych wyników, które wyszły podobno o wiele dalej niż zakładano. Żona wyczekiwała przyjazdu mamy i namawiała mnie na wyjazd do Włoch. Niestety mi bardziej zależało na szybkich zmianach w życiu, żeby nie mieszkać już w apartamencie, który bardziej smucił niż dawał poczucie odpoczynku i regeneracji sił. Szczególnie, że praca żony, która okazała się totalną pomyłką zmusiła mnie, aby ciężej pracować, żeby żona nie musiała. Wiele rzeczy przegapiłem, na przykład fakt, iż żona nie chce zajmować się gastronomią, lecz chciała zostać modelką. Ale czy mąż powinien ingerować w modeling? Szczerze byłem przekonany, że modelki nie lubią, gdy ich partnerzy ingerują w ich sprawy. Czy mogłem jej pomóc? Okazuje się, że tak, bo jako mąż starałem się nie wzbudzać niepokoju faktem, iż modeling był pierwotnym powodem dla którego się przeprowadziłem i znam większość fotografów, którzy zajmują się tym zawodem profesjonalnie, ani że znam modelki, które by mogły pomóc. Moja żona to akurat typ kobiety zdeterminowanej, silnej, dążącej do celu, więc gdyby chciała pomocy, na pewno by poprosiła. Znała moich znajomych chociażby z portali społecznościowych. Wiedziała, że znam profesjonalistów, ale nie pytała. Później okazało się, że casting odwołano i żal mi się zrobiło – to smutny widok kiedy komuś zależało stracił szansę i nie można nic zrobić. Szukałem castingów, ale nie chciałem, aby poczuła się jak nieudacznik w realizacji marzeń. Gdybym wiedział, że jest gdzieś zarejestrowana, to poprosiłbym znajomego, aby zainteresował się nią jako modelką, żeby czuła się samodzielna.

Czas zleciał szybko, urlop był stratą czasu, ponieważ żona nie chciała jechać nad zimne polskie morze. Nie mogłem wybłagać urlopu, ale nie chciałem odebrać przyjemności żonie i nie robiłem problemów, aby pojechała z mamą do Włoch. Siedziała we mnie nienawiść, którą starałem się kontrolować i wykorzystać pozytywnie – wynegocjowałem z działem marketingu, że zajmę się fotografią w celu promocji nowych rozwiązań w firmie. Warunki były bardzo sprzyjające, więc w urodziny wręczyłem żonie bardzo symboliczny podarunek trzymając tajemnicę wyjazdu na jej powrót, ponieważ do tego czasu i tak nic nie będę mógł zmienić. Wiedziałem, że zależy jej na wyjeździe i bez wątpienia należał jej się ten wyjazd i dałem symboliczne „kilka euro”, które uzbierałem w pracy i chciałem kiedyś wydać na własny wyjazd. Nawet rozmieniłem trochę w kantorze, aby miała na autobus i jakąś małą przyjemność. Plan był taki, że wróci z mamą i pojedziemy razem do moich rodziców. Problemem było nasze mieszkanie, które było wynikiem szybkich poszukiwań i odbiegało od „normalnych” warunków, więc zaoferowałem hotel. W końcu szanuję jej mamę, a nasze mieszkanie nawet dla mnie było katastrofą. Żona poleciała do Włoch, widziałem nawet jej samolot z balkonu i był to moment, którego nawet na lotnisku nie odczułem – niepokój bycia samemu. Nawet wtedy nie mogłem przewidzieć, że coś się stanie. Nie obawiałem się, że coś się stanie  z samolotem, lecz miałem jakieś obce obawy. Nieobecność żony była doskonałą okazją, aby zrobić parę nadgodzin i zrobić parę nocnych zmian, aby zarobić szybciej, więcej. Wracałem do domu, włączałem skype i zwykle była niedostępna. Cóż, nie pojechała do Włoch, aby marnować czas na skype. Dni mijały, a na skype żona była mało, mimo to włączałem komputer i czekałem – lecz zasypiałem czekając, a gdy obudziłem się, widywałem jedynie próby połączeń lub wiadomości. Żona znów pomyśli, że gram w gry, lub cieszę się wolnością. Byłaby dumna widząc ile pracuję, aby mimo wszystko wyjechać ponownie na urlop. Miewałem dziwne sny, niepokojące skojarzenia, ale często takie miałem po każdej pracy w nocy.

Po powrocie żona zaczęła się zachowywać dziwnie. Izolowała się, mimo, iż na lotnisku w Modlinie powiedziała, że było super, ale pojedziemy razem niedługo. Nie mogłem się doczekać, aby powiedzieć jej, że pojedziemy szybciej niż myśli. Niestety nie przekonałem żony do organizacji noclegu dla jej mamy w hotelu. Uważałem, że były to miły gest. Miałem pesymistyczne myśli co do reakcji jej mamy na nasze mieszkanie. Ale może żona chciała się pochwalić czymś, poszliśmy na pizzę do restauracji, gdzie żona tak bardzo lubiła grzane wino. Tym razem upierała się, że nie chce. Nie wyszło najlepiej. Skoro mieszkanie mogło wzbudzić złe reakcje, postarałem się aby przynajmniej pociąg był w dobry stanie i zarezerwowałem bilety z wyprzedzeniem. Owszem pociąg był w dobrym stanie, za to mnie zżerał stres związany ze spotkaniem rodziców. Znając ich na pewno stanęli na wysokości zadania, aby odbyło się pozytywnie, rodzice często dzwonili do mnie, aby zaciągnąć informacji na temat mamy żony, ponieważ chcieli, aby wypadło jak najlepiej. Restauracje, miejsca w Poznaniu, jej zainteresowania. Spotkanie faktycznie odbyło się całkiem dobrze, widać było, że rodzice zdobyli się na niecodzienne rozwiązania, chcieli, aby spotkanie i wyjazd do Poznania wypadło jak najlepiej.

I było. Szkoda, że zakończyło się tak złym akcentem. Żona i jej mama najwyraźniej zraziły się mocno do obecnej sytuacji. Miałem złe przeczucia, koszmary lecz nie chciałem martwić żony błahymi domysłami, lecz tej samej nocy powiedziała mi, że wraca do Rosji, ponieważ mama się źle czuje. Przeczucie? Wszystko wyszło ze mnie. Obawy potwierdzały się co krok, nie byłem przygotowany na wyjazd i nie byłem chyba przekonany, czy to kiepski żart, czy najgorsza prawda. Kiedy żona powiedziała, że nie muszę wracać z nimi do Warszawy i mogę zostać szybko przerabiały się w informacje zabijające resztki optymizmu. Jednak pojechał z nimi i żona obiecując mi, że wróci, bo w końcu jest żoną było jedyną podporą. Podpora, która szybko upadła z chwilą, gdy chciała przekazać klucz do mieszkania – oznaka, że nie będzie to szybki powrót. Załamałem się. Wszelkie plany upadły, zupełnie nie byłem przygotowany na to, szczególnie nie byłem przygotowany na pożegnania. Nie docierało to do mnie. Każda chwila mijała jak w zwolnionym tempie, a informacje i wspomnienia przelatywały w mojej głowie jak błyskawica. Kiedy ona pakowała się, ja patrzyłem na horyzont Warszawy i wieżowce, które stoją ponad wszystko. To był ciepły, ładny dzień, a ja byłem pogrążony w myślach. Na szybko wymyśliłem jakiś tekst, aby pożegnać się z nimi udając, że wszystko jest dobrze (wierząc, że szybko wróci, jednocześnie się okłamując, pozorując bezgraniczne zaufanie) i powiedziałem przy windzie „Do svidaniya. izvinite za vse, chto plokho”. Chciałem widzieć swoją żonę do ostatniej chwili stojąc w oknie klatki schodowej obserwując jak odjeżdża. Bo kiedy wróci? Czy wróci? Pozostaje czekać.

Więc czekałem. Na początku nie docierało do mnie co się stało, więc zachowywałem się normalnie. Podlewałem nasz koperek i miętę na balkonie, sprzątałem w pokoju. Zajmowałem się tym, czym do tej pory nie mogłem przez nasilenie problemów, które zostały zastąpione nowymi. Jednocześnie czekałem na pojawienie się żony na skype, ponieważ znałem ją i wiedziałem, że zaraz po powrocie odezwie się do mnie i liczyłem na to, że powie mi kiedy wróci i co się stało oraz w jakim stanie jest jej mama. Po dwóch dniach pojawiła się jak przewidywałem, lecz rozmowa była krótka. Nie podobało jej się, że zareagowałem smutkiem. W tym miejscu historię należałoby opowiedzieć w dwóch wersjach – ta którą ja doświadczyłem oraz ta, którą przewidywałem z jej strony. Dlatego można inaczej zrozumieć jako mężczyzna i inaczej jako kobieta to działo się potem.

Czekałem niecierpliwie na jej powrót tracąc poczucie własnej wartości. Zaniedbywałem swoje sprawy, martwiłem się co robić dalej w nieodpowiedni sposób. Przecież miałem plan, który realizowałem i jednocześnie przystopowałem. Starałem się podejmować odpowiednie decyzje nie rezygnując z wcześniejszych założeń. Nie byłem pewien jakie były oczekiwania mojej żony. Co dalej? Czekałem, aż sprawa się jakoś wyjaśni tłumacząc żonie, że jej obecność przy mnie wiele by pomogła szczególnie teraz. Po jakimś czasie odezwali się do mnie stróże prawa – to była jedyna rzecz, której nie brałem pod uwagę. Dialog jak wszystkie wcześniejsze, które odbywały się w UdsC była przyjemna, lecz bardzo konkretna:
– i jak tam życie w małżeństwie – pyta pani policjantka.
– dziękuję dobrze, obecnie małżonka jest poza domem – odparłem.
– a czy można zapytać, gdzie możemy zastać rodzinę w komplecie – zapytał młody policjant.
– chętnie odpowiedziałbym, gdybym wiedział, niestety żona nie sprecyzowała powrotu, a pojechała do rodziców – odpowiedziałem bez ogródek.
– no tak… a czy żona brała dużo przedmiotów o szczególnej wartości np. dokumenty, świadectwa lub inne rzeczy, które mogłyby sugerować kiedy powróci? to rutynowa kontrola.
– tak, całą dokumentację i wartościowe rzeczy zostawiła – odpowiedziałem z wyraźnie zaniepokojony.
Rozmowa zupełnie o niczym, a pytania były zadawane jakby coś się stało. Zaprosili mnie do składania zeznań. Miałem odpowiedzieć na parę prostych pytań i okazać te ważne dla mojej żony dokumenty. Więc udowodniłem, że zostawiła wszelkie dokumenty, które byłyby jej potrzebne do życia – książeczka pracy, świadectwa. Organy były bardzo wyczulone na punkcie obcokrajowców, bardziej niż do tej pory w naszej sprawie.
– Proszę Pana, mańska żona pojechała do Włoch parę dni temu – odpowiedziała inna policjantka na miejscu.
– tak na wakacje z mamą i wróciła z nią – kontynuowałem za nią.
– a pan został w domu? niedawno wzięli państwo ślub i tak osobno? – zapytała
– tak, euro i praca kolidowały we wspólnych planach, a jej mama dostała wiza na teraz. ja w tym czasie pracowałem na kolejny urlop – odpowiedziałem ponownie
– to gdzie teraz jest żona?
– pojechała do Rosji, bo jej mama miała operację i podróż ją wycieńczyła, źle się poczuła, a żona nie chciała, aby mama pojechała sama.
– do Rosji…? – zapytała, przekartkowała swój dokument leżący obok notatnika, którego zapisywała
– no do Rosji – powtórzyłem.
– cóż, jak do Rosji to do Rosji – odpowiedziała.
Na tym zakończyła się rozmowa z policjantką. Zaoferowała jedynie pomoc, gdyby pojawiły się jakieś problemy w przyszłości. Nie pytałem o co chodzi, w końcu chodzi o cudzoziemca, a bywają różne sytuację, więc starałem się zrozumieć ich pracę. Nie ma co wzbudzać podejrzeć w związku z nagłym wyjazdem żony, którego sam nie rozumiałem.

Prawdę mówiąc nie byłem przekonany co się dzieje u mojej żony. Nie traciłem nadziei, że mnie kocha i wróci niebawem. Mijał jednak miesiąc, kolejny, jeszcze jeden, a ja nie miałem z nią kontaktu na skype. Tamta rozmowa, którą przeprowadziliśmy to jedyna.

Nic się nie zmieniło. Dawałem nam szanse. Na początku próbowałem z tym żyć, nie wierzyć, że mnie oszukała, ukrywałaby coś. Zwykle bywała bardzo bezpośrednia i nie ukrywała niczego. Dlaczego miałoby to się szybko zmienić. Trudno pozostać obojętnym wobec takiej sytuacji, tym bardziej, że była nagła, bez możliwości przygotowania się w każdy możliwy sposób. Moi rodzice czuli się odpowiedzialni za spotkanie, które według nich mogło być przyczyną tak kiepskiego zakończenia. Babcia, która fascynowała się żoną zdziwiła się, że tym razem nie pożegnała się z „jej nową wnuczką”. Temat rodziny wolałbym zostawić, bo oni znoszą temat trochę inaczej, lecz nie odwracają się od sytuacji, raczej są gotowi pomóc, niż mówić „a nie mówiłam?”. Są nadzwyczaj wyrozumiali i do tej pory nie słyszałem ani jednej rzeczy od nich, nawet przez przypadek.

Jako mąż, który praktycznie stracił kontakt ze swoją żoną miewałem coraz gorsze myśli. Nie radziłem sobie w pracy i zdecydowałem się opowiedzieć o mojej sytuacji mojej przełożonej, w razie gdybym miał coraz słabsze wyniki wiedziałaby co jest przyczyną. Poprosiłem o dyskrecję, lecz praca to jedno z wielu, które wzbudzało we mnie wspomnienia, które próbowałem stłumić. Nie tylko pracowaliśmy razem, ale przecież spędziliśmy wspólne chwile, które miały być nagrodą za dobrą pracę i okazją do bycia częściej ze sobą. Te chwile, które kiedyś były wyjątkowe, obecnie są myślami prześladowczymi. Do dziś pamiętam, kiedy przyszła do mnie do pracy i czekała na rozmowę. Miała na sobie jeansy, a jej długie, rozpuszczone włosy przykrywające ramiona nigdy wcześniej nie wydawały mi się tak długie i świeże. Zależało jej, aby dostać tą pracę, była pełna entuzjazmu… a ja ją zawiodłem. Wina za to będzie mnie prześladować do końca życia, że zawiodłem osobę najbliższą mojego serca. Nie wybaczę sobie tego błędu. Decyzja o odejściu z pracy, co było wcześniejszym założeniem wynikającym z równoczesną chęcią emigracji było jedynie kolejnym krokiem ku realizacji planu. Z tą różnicą, że inaczej wyobrażałem sobie odejście. Bynajmniej nie czułem się jakbym szedł do przodu, lecz jakbym uciekał z miejsca, w którym nie da się funkcjonować jak trzeźwo myślący człowiek. I to była myśl, która towarzyszyła mi do ostatnich chwil w tym miejscu. Wychodząc myślałem o tym, że zawiodłem moją żonę.

Co zatem działo się u mojej żony? Osobiście starałem się nie ograniczać jej przestrzeni, ponieważ obawiałem się, że mogłoby to utrudnić jej powrót, przez dyskomfort, obawę, wstyd, poczucie winy. Chciałem jej dać jak najwięcej swobody, tak jak było do tej pory z wszystkimi innymi sprawami. Tym razem nie chciałem okazywać obojętności. Skupiłem na niej całą moją uwagę, jak nigdy wcześniej chciałem jej dostarczyć to na co zasługuje jako żona od wyjątkowego męża. Niestety bardzo często słyszałem znieważające zwroty na temat mojego życia, stanu, a nawet rzeczy, które nie są zależne ode mnie – ektomorficzna przemiana materii, z którą walczę i jest jednocześnie moim kompleksem. Żyłem w rodzinie, której daleko było od perfekcyjności, ale muszę przyznać, że rodzice byli bardzo tolerancyjni i wspierali mnie nie oraz nie nadużywali swojej władzy przeciwstawiając się mi. Dlatego wyniosłem z niej moje pełne zaufanie względem żony oraz (stety niestety) wiarę w pozytywne zakończenie. Problem polegał na tym, że jak najszybciej chciałem poprawić naszą sytuację i nie wiedziałem, czy mogę liczyć na moją zonę, a już tym bardziej nie chciałem robić niczego, co mogłoby stanąć na drodze do powrotu do mnie. Bezpośrednie pytania niewiele dawały, nie odpowiadała mi. Nasza sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana, ponieważ jej karta ma minimalny okres ważności. Dlatego musiałem dowiedzieć się, gdzie jest moja żona w inny sposób, nieoficjalny, ani nie utrudniać procedur administracyjnych w przyszłości. Obawiałem się, że może być gdzieś w europie, a poza Polską można przebywać jedynie 3 miesiące na 6 miesięcy posługując się kartą pobytu. Niestety jej obecność w sieci odpowiadała czasowi europejskiemu niż Rosyjskiemu. Różnica między Polską, a jej miastem to pięć godzin. Znam swoją żonę i nie byłaby w stanie zasypiać codziennie o 5 lub 6 rano. To się szybko rzuciło w oczy.

Dość dawno kiedy mieszkaliśmy razem zaoferowałem jej, aby założyła bloga. Ten nadal popularny i modny system wydawał mi się doskonałym pomysłem, aby rozwijała się. Miałem na myśli odzież, ponieważ lubi zakupy jak każda kobieta, oraz coś co wtedy jeszcze uważała za swoje hobby – kuchnia. Jej pasja mogłaby przerodzić się w ciekawa inicjatywę, mogłaby się samorealizować. Ja jako obserwator wiedziałbym coś więcej o własnej żonie. Nasz przypadek jest o tyle specyficzny, że bywało tak, iż czasami nie rozumiałem swojej żony, a jej oczekiwania są ważne, lecz różnica kultur i bariera językowa to poważna sprawa. Szczególnie poważna, że łatwo o nieporozumienie. Blog mógłby mi pomóc jakie filmy lubi, jakie ubrania ją interesują, gdzie chciałaby pojechać, lub mogłaby coś napisać bezpośrednio o mnie – przecież każdy chciałby się poprawić w oczach ukochanej osoby, ja też. Wszystko jednak szło w odwrotnym kierunku. Kiedy żona się wyprowadziła ode mnie, zaczęła dzielić się swoimi problemami, mimo sytuacji jaka nastała chciałem być tym mężem, który wspiera swoją żonę w każdej sytuacji. Powiedziała, że założyła bloga co uznałem za dobry pomysł. Bez znaczenia dlaczego mnie zostawiła, miała powód i nie mógł być mały, a blogi zazwyczaj pomagają wywalić z siebie żal (ten również :)). Nie chciała mi podać adresu. Nasz przedłużający się okres bycia osobno pokazywał, że im dłużej, tym mniej nadziei na poprawę, a więcej obaw. Liczyłem, że może zawarła na tym blogu coś czego oczekuje ode mnie. Chciałem go znaleźć, aby przeczytać co czuje, ponieważ nasze rozmowy od dawna stają się napięte i trudne.

Zupełnie przypadkowo udało mi się coś znaleźć. Znaleźć jej konto na tweeterze, na którym jej jedynym wpisem jest koniec wakacji i zła pogoda. Cóż, to informacja tylko o końcu wakacji, a problemu z mężem nie zawarła lub nie uznała za istotny. Równie dobrze mogłem wyłączyć moje znalezisko i funkcjonować dalej. Chęć naprawy związku, nuda i znalezienie informacji była raczej kwestia tego czy chcę wiedzieć czy nie. Wolałbym chcieć to usłyszeć od swojej żony i do tego czasu żyć w niewiedzy, ale po około trzech miesiącach nadal nie wiedziałem więcej niż w dniu, w którym mnie zostawiła. Więc dlaczego moja żona postanowiła pojechać? Nie wiem tego do dziś. Lecz dowiedziałem się, że założyła drugie konto na facebook’u pod innym nazwiskiem, gdzie miała sporo znajomych z Włoch. Konto było powiązane z innym kontem jakiegoś fotografa, który zrobił jej zdjęcia. Poprawne zdjęcia mojej żony przez jakiegoś fotografa, który uznaje się za profesjonalistę robiącego zdjęcia za spore pieniądze, ale zdjęcia nie wyszły mu jakoś szczególnie profesjonalne. Jako amator nie powinienem się wypowiadać, ale nawet ja uważam, że zdjęcia z Nikona D900 w klimatach Włoch mogłyby wyglądać o wiele lepiej, a wypadłyby kiepsko, gdyby nie moja żona, która podniosła jakość ostatecznego efektu zdjęć. Zacząłem zadawać sobie mnóstwo pytań, dla takich zdjęć miałaby odwracać ode mnie?

Czy coś złego jest w tym, że żona lubi modeling? Ja uważam, że nie i nie zabraniałem jej tego.  Otwarcie mogę powiedzieć, że wyraźnie wspierałbym ją lecz jako były model (o fuck, właśnie mi się przypomniał dla którego sam się przeprowadziłem -przez nadzieje w modelingu, a później fotografii) mogłem jedynie przestrzec moją żonę, gdzie iść lub czego unikać aby ominąć nieprzyjemności oraz utraty swoich zarobków i czasu. Z resztą zgadzałbym się z nią bez problemu, raczej nie byłbym natarczywym mężem, ponieważ   siłą rzeczy znam ten świat i nawet ja wiem, że żaden fotograf nie życzy sobie obecności chłopaka na sesji. Gdy zajmowałem się fotografią to nie przeszkadzało jak ja robiłem zdjęcia, a ktoś chciał przyjść z osobą towarzyszącą, ale wiem, że są różne poglądy na ten temat. Zatem na czym polega problem, że żona lubi modeling? Przede wszystkim okoliczność, ponieważ moja żona  zostawiła mnie mówiąc mi, że wyjeżdża do domu rodzinnego w Rosji i utrzymywała, że przez cały czas tam jest.

Dlatego stałem przed dość ciężkim wyborem – powiedzieć czy milczeć. Większość mężów, partnerów, chłopaków, narzeczonych uznałoby tą sprawę za oczywistą i wygarnęłoby to swojej dziewczynie zostawiając ją, zarzucając jej kłamstwo, oszustwo, zdradę. Każdy zna taki przypadek. Byłem podobnego założenia, lecz kiedyś sobie obiecałem, że najpierw odłożę niepokojące rzeczy na bok, żeby nie dać się ponieść emocjom. Więc odłożyłem mimo, że byłem wściekły. Wolałem poczekać na bardziej odpowiedni moment i liczyłem, że sama mi powie. Dałem jej kolejne dwa miesiące i uznałem, że moja decyzja była słuszna o milczeniu na temat tej sprawy – mówiąc tylko o tym, że znam prawdę przekreśliłoby szansę na naprawę. Bądź co bądź każdy popełnia błędy, a ja nie miałem zamiaru wyrzucać przeszłości za drzwi. To był czas, aby żona wyjaśniła co się dzieje. Ja tylko czułem się lepiej, że znam odrobinę prawdy i nie muszę się już domyślać gdzie jest i co się z nią dzieje, bo to głównie to nie dawało mi spokoju. W ciągu tych dwóch miesięcy żona przyznała się, że chce działać w modelingu, lecz dawkowała informacje. Powiedziała, że chce iść do agencji i wybiera się na zdjęcia, które mi zresztą pokazała. Zdjęcia były czarno-białe, ładne, nie wiem czy takie były oczekiwania agencji, ale moja żona potrafi wyglądać o wiele lepiej niż ktoś próbował ją pokazać. W tym momencie zapewniłem żonę, że mogę załatwić jej naprawdę profesjonalistów, który zorganizują jej sesję na najwyższym poziomie (to nie przechwałki), zapewne po kryjomu liczyłem na powrót żony, ale widząc te zdjęcia, przypominając sobie nasze niepowodzenia i w obawie o kolejne niepowodzenia, myślałem o sesjach, z których będzie w pełni zadowolona, a ja ze swojej strony nie mogłem pozwolić sobie na błędy. Wstępnie powiedziałem o mojej żonie znajomym pokazując zdjęcia, które skrytykowali i uznali, że jej naprawdę przydadzą się lepsze zdjęcia, bo jej uroda się marnuje na sesjach takich jak ta. Nie udało mi się przekonać żony, nie chciała mojej pomocy, a chyba uznała że jestem arogancki. Tyle, że moje zamiary były szczere.

Po tych dwóch miesiącach przyznałem się, że znalazłem ją w internecie pod innym nazwiskiem i wiem, że jest lub była we Włoszech. To był okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Wierzyłem, że do tego czasu wróci. Niestety nie wróciła. Nie chciałem dłużej trzymać w tajemnicy tego, że wiem o niej. Dokładnie był to 31 grudnia 2012 roku, kiedy chciałem do niej zadzwonić i złożyć życzenia (W Rosji to szczególny dzień, bardziej niż dla nas). Niestety odrzuciła połączenie i powiedziała, że jest na castingu. To nie mogło tak dalej trwać. Nie byłem wściekły na nią za to, że mnie kłamała, chociaż szukałem wszelkich sposobów, aby przyznała się i opowiedziała tą historię zatrzymując pasmo domysłów i niedomówień. To był moment, kiedy tak właściwie nie wiem kim ona jest, gdzie jest, z kim. To było sporo ryzyko mówiąc jej o tym co znalazłem w internecie dawno temu, lecz zaznaczyłem, że mówię jej o tym, że nie chce tajemnic, nie lubię ich i przede mną nie musi ich mieć.  Mąż jest od tego, żeby wspierać swoją żoną i byłem przekonany o tym nawet wtedy, gdy mnie zostawiła i miała takie zaplecze tajemnic. Obawiam się, że każdy, nawet bardzo kochający mąż przerwałby z nią kontakt. Niestety moja żona wolała zabudować się w swojej fortecy uznając mnie za osobę, którą ogarnęła obsesja, a ja na celu miałem otwarcie powiedzieć jej, że znam prawdę i nie musi niczego ukrywać. Myślę, że do końca życia zapamiętam Sylwestra 2012/2013 jako jeden z najgorszych dni.

Na tym właśnie polega problem całej sprawy. Wszystko jakoś idzie w odpowiednim kierunku dopóki nie pojawią się tajemnice. Jest pewna różnica kultur i do ostatniej chwili próbuje być wyrozumiały. Moja żona jednak woli izolować się bardziej uznając, że na podstawie komunikatora tekstowego można wywnioskować agresję. Nie czuję się absolutnie winny temu, abym był agresywny, co zabawniejsze – nie jestem.

Różnica między mężem, a żoną jest jak widać kolosalna.  Mąż porzuca dotychczasowe rozrywki, ludzi, pracę, jakiś dorobek, aby budować wspólny byt, podnieść poziom życia. Zmienia nawet otoczenie, aby dostrzec możliwość spędzenia więcej czasu z żoną, gdy zauważa, że nie poświęca jej tyle uwagi ile ona sygnalizuje. Żona poświęca męża dla własnego dobra. Mąż poświęca własne dobro dla żony. Ja zrobiłem podobnie, postawiłem wszystko na jedną kartę z jej imieniem, a gdy nie byłem pewien co będzie dalej to i tak podejmowałem decyzje pod wspólną przyszłość. Ponieważ Anglia nie należy do strefy Schengen i żona musiałaby się starać o wizę wybór padł na Irlandię, gdzie nie trzeba wiz. Zostało mało czasu, załatwiam ostatnie formalności, niestety ta najważniejsza kwestia pozostanie nierozwiązana. Jedna z ostatnich rozmów dotyczyła tego, że nienawidzi języka polskiego oraz wszystkiego co piszę poprzedzając to kategorycznym odmówieniem możliwości jakiejkolwiek naprawy, po czym przeprosiła, ale w całej tej sytuacji nie wiem czego dotyczą przeprosiny, ponieważ ta rozmowa nie jest niczym nowym w odniesieniu do całej sytuacji, którą próbowałem kiedyś rozumieć.

Nigdy nie było mi dane dowiedzieć się prawdy o swojej żonie. Nie dowiedziałem, się co zaszło w ostatnią noc, którą spędziliśmy razem, gdy przyjechała jej matka. Po tym wszystkim trudno wyciągać jakieś konkretne wnioski, jedynie kolejne przypuszczenia. Podczas swojej nieobecności, powiedziała mi, że jest wolnym ptakiem i chce robić to co chce,  sama. Takie słowa martwią po przysiędze małżeńskiej, gdy pojawiają się pewne zobowiązania, których jako mąż dochowuję do dnia dzisiejszego. Pokonaliśmy wszelkie przeszkody, w celu podjęcia wspólnej przyszłości dokonując decyzji, aby żyć razem w szczęściu. Najbardziej szkoda mi ludzi, którzy przykładali się, aby pomóc w każdy możliwy sposób, aby nam się udało – od urzędników w UdsC, kierowniczki USC, przez moich kierowników układających mi grafik pracy według naszych potrzeb, aby umożliwić nam ślub, po znajomych oferujących wszelkie drobne pomoce takie jak szukanie pracy w kraju i udostępniając nocleg w Irlandii.

Próbowałem przemówić jej do zrozumienia, iż sama sobie szkodzi przez wizę, o którą będzie jej trudniej do każdego kraju UE. Dlaczego więc nie straciłem wiary we własną żonę mimo, że tyle na robiła? Sam tego nie rozumiałem powodu dlaczego cały czas pozwalam jej żyć jak ona chce, czy ze mną czy beze mnie. Olśniło mnie pisząc ten tekst, ponieważ również zostawiłem rodzinę dom, miasto rodzinne…dla modelingu. Jednak w moim przypadku szybko się przekonałem, że parę przykrych słów na temat swojego wyglądu potrafi odebrać chęci do tego zawodu i wziąłem się za normalną pracę, w której utknąłem. Teraz moja żona zrobiła podobnie i trochę ją rozumiem, staram się być mężem „na dobre i na złe” i nie pogarszać jej sytuacji. Jestem przekonany, że moja żona wyjechała bez większych, złych zamiarów i popełniła zwykły błąd, który od czasu do czasu popełnia każdy z nas bez zastanowienia, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego potraktowała mnie w tak okrutny sposób, bez szacunku. To nie jest typ kobiety, która zadaje ból świadomie, a wierze, że wiele nocy przepłakała i nieraz żałowała wyjazdu. Chciałbym być przy niej i powiedzieć „Lilka, przytul mocno, wszystko dobrze”. Domyślam się, że wyjechała, ponieważ chciała żyć w innym kraju i bardzo zawiodła się na Polsce (przykro mi, ale nie dziwię się jej, bo wyjeżdżam z tego samego powodu), a fakt, że wybrała Włochy to nic nadzwyczajnego, bo kiedyś też tego chciałem, to piękny kraj. Ale nie dziś – w dobie złej sytuacji gospodarczej i polityczne. Obecnie kojarzy mi się jako kraj, który bezlitośnie odebrał mi żonę, rujnując mi życie, której było podporą. Nie rozumiem dlaczego zrobiła to wszystko bez informowania mnie wiedząc doskonale, że nie stałbym jej na drodze w realizacji celów idąc w zaparte, aby skutecznie uniemożliwić mi udzielenie pomocy ograniczając kontakt. Szkoda, że poświęciła uczciwy związek odcinając się ode mnie i przekreśliła wszystko wybierając modeling, nowych znajomych i skomplikowany styl życia. Ja natomiast będę żyć dalej z pytaniem, które codziennie mnie dręczy…

„co się stało z moją żona…?”

Advertisements