Po przerwie

by Mariusz

Witam. Od pewnego czasu zaniedbywałem swojego bloga przez co mam pewne wyrzuty sumienia. Z pisaniem bloga to jest tak, że pomaga mi to zrzucić wszystkie negatywne emocje. Nie zastąpi mi to rozmowy z mądrym człowiekiem (czego mi czasami brakuje), ale dobre i to. Moich problemów wcale nie zrobiło się mniej, na co mogłoby wskazywać moje zaniedbanie, można powiedzieć, że one ewoluowały. Z moją żona nic się niestety nie zmieniło na lepsze, nie zmieniło się chyba nawet na złe, ale to byłaby raczej moja optymistyczna wersja. A może okłamywanie siebie? To jest coś co mnie akurat dręczy. Ale przejdźmy do rzeczy i uporządkujmy sobie to według kolejności. Moja koleżanka uznała, że mój przypadek to idealny przykład na scenariusz do filmu, a moja żona to ktoś kogo powinienem zupełnie olać. Gdyby żona byłaby moją dziewczyną to faktycznie ten problem bym już rozwiązał, ale skoro to jest żona i to w dodatku z innego kraju to sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana niż zwykłe rzucanie. A więc trochę muszę się pomęczyć zanim coś się rozjaśni. Tak czy inaczej w poprzednich wpisach wspomniałem, że podjąłem decyzję o porzuceniu dotychczasowej pracy i poszukać nowej poza granicami Polski. To była decyzja, którą chciałem podjąć kiedy moja żona była jeszcze tu ze mną, lecz wtedy miałem trochę inne powody, bo chodziło o podniesienie stanu majątkowego w kraju, który jest w stanie mi to zaoferować. Temat przeprowadzki trochę ucichł kiedy moja żona wyjechała pozostawiając mnie z różnymi myślami, ponieważ nie wiedziałem wtedy czy to będzie tydzień, miesiąc czy dwa miesiące nieobecności. Decyzję podjąłem niedawno, chociaż długo zbierałem się z myślami, bowiem nie chciałem aby dręczące mnie myśli okazały się mylne przez niepowodzenia. Ból i samotność nawet dziś mi doskwierają. Tak było cały czas i nie powiedziałbym, żeby skala się zmniejszała. Zapytałem więc znajomego, który jest poza granicami o tym jak on żyje, powiedziałem co się dzieje u mnie i w efekcie tej rozmowy zaoferował pomoc w postaci rozwijaniu się w Irlandii. Cóż, chciałem tam pojechać i w pewnym sensie nadal chcę. Momentami nie mogę się doczekać, aby przejść się ulicami miasta, którego nie znam, odkryć coś nowego i zająć się czymś innym.

Reklamy