Co dalej zrobić? Zapomnieć?

by Mariusz

[28.09.2012]

To jakiś koszmar, który nie ma końca. Minął ponad miesiąc od kiedy nie ma przy mnie mojej ukochanej. Zamiast lepiej, jest gorzej niż kiedykolwiek. Było źle, ale nadzieje są tylko uciszane, więc kiedy parę dni temu widziałem, że Liliia nie jest w sieci od dwóch dni, automatycznie sprzątnąłem pokój. Nie wierzyłem, że jest w drodze, ale coś w środku liczy na to, że ona tam pojechała, żeby dać mi nauczkę, więc pojawi się drzwiach. Skąd to się bierze? przecież do tej pory narobiła mi tyle krzywd, że równie dobrze mógłbym o niej zapomnieć, a jednak nie potrafię. Po tych dwóch dniach było jeszcze gorzej niż wcześniej.

Chciałem coś napisać co dotarłoby to do serca mojej żony, która poczułaby iskrę uczuć i spojrzałaby na to wszystko z sumieniem. Im dalej tym gorzej, we wszystkim co mnie otacza widzę jakieś powiązanie do naszej sytuacji. Filmy, piosenki, zdjęcia, cytaty, całe wypowiedzi. Napisałem tekst, który miał tłumaczyć wszystko co było, co jest i co może być. Powoli nie miałem pomysłu co pisać do niej, a czułem, że kolejne wypociny tylko będą ją ode mnie oddalać, więc długo myślałem jak to napisać. Wypowiedź się zakończyła się pytaniem „co można z tym zrobić?”. Wtedy nastąpiły dwa dni przerwy. Ja jak zwykle byłem w pracy i co parę minut sprawdzałem telefon w poszukiwaniu dobrych wieści. Nawet nowa wiadomość była czymś, co poprawiało mi humor, ale nic nie pojawiało się. Do końca pracy nic nowego tam nie widziałem, ale za to dopiero po zakończeniu pracy zauważyłem, że jest nieprzeczytana wiadomość od Lilii. Odpowiedź na moją bardzo długi tekst była „nie wiem”. Gdyby to była jedyna odpowiedź to nie byłoby tak źle, ale to był pierwszy raz kiedy poczułem, że już niewiele znaczę dla żony, a riposty typu „gówno”, „daj mi spokój” nie wyglądały dobrze. Nie mam pojęcia skąd tyle agresji w jej zachowaniu, więc przez dwa dni nieobecności Liliia najwidoczniej próbowała o mnie zapomnieć podczas nieaktywności. to był poważny znak, że powinienem podkulić ogon i Dialog trwał jeszcze parę godzin, więc wyjście z pracy trochę trwało, a koledzy i koleżanki z pracy powoli przestawali wierzyć, że nie idę do domu, bo nie chcę iść na zakupy. Za tymi nieudolnymi wymówkami kryła się prawda, którą większość już wie, a jedynie boją się zapytać.

W tym krótkim jak na nas dialogu widać było sporą nienawiść do mnie ze strony ukochanej. Podsumowała moje wszystkie wady, które przez życie uznawałem za kompleks i próbowałem z nimi żyć jako coś co jest jedynie w mojej głowie. Że jestem za chudy, że nie potrafiłbym jej obronić, bo jestem za słaby, że nie mam perspektyw, że mam marną pracę, że nie mam swojego mieszkania, że nie będę mieć, że ją okłamuję, że stoję w miejscu, że jej nie słucham oraz że nie pojadę do Irlandii. W tejże rozmowie ręce mi opadły i rozmawiałem z nią jak z prawie obcą osobą. Bez emocji, bez pociągu. Powoli zaczęło do mnie docierać, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi, ale próbowałem ją utrzymać, bo obawiałem się, iż kolejna może być jeszcze gorsza, albo może nie być jej wcale. W wielu kwestiach miała rację, z tym, że zniechęciła mnie do myślenia nad przyszłością kiedy była jej celem. Była zbyt szczera i balansowała na granicy mojej wytrzymałości i o tym doskonale wiedziała dotykając tak poważnych wad. Był to też pierwszy dzień kiedy powiedziała „nie przyjadę”. Przy okazji dowiedziałem się, że nie wiedziała o fatalnej sytuacji moich rodziców, których ziemia i dom rodzinny jest obiektem spraw sądowych w mojej rodzinie. Gdzieś w trakcie zrozumiałem, że wiele rzeczy zarzucała mi o których nie ma pojęcia i nie miałem już sił tłumaczyć. Najważniejszą z nich to wyjazd do Irlandii, który faktycznie planuję coraz bardziej i brakuje mi tej motywacji i uregulowania sprawa na miejscu, aby być gotowym na wyjazd. Z jej strony większej motywacji mi nie trzeba. A czy kiedyś będę w stanie spojrzeć jej w oczy jeżeli chciałaby wrócić, gdy już się wyprowadzę? Tego się nie dowiem do dnia, w którym przed taką decyzją stanę. Byłem już zupełnie zrezygnowany pod koniec rozmowy, która stawała się coraz bardziej bezcelowa. Zakończyła się bez pożegnań, bez zakończeń, bez doprowadzenia wątków do końca. Po prostu została przerwana.

Wczoraj przyglądałem się portalowi kontaktowemu, który był ostatnio pomostem między mną a nią. Były myśli, aby usunąć konto, albo chociaż zmodyfikować tak, aby sobie wisiało nawet kiedy nie będę się logować. Chciałem, aby nie wymagało powrotu. Umieściłem na początku moje ulubione zdjęcie ze spaceru przy zamku królewskim przed naszym ślubem. Nie było ono kompletne w moim wykonaniu, ponieważ umieściłem tylko tą część na której jestem ja. Dziś zmieniłem to zdjęcie na to samo, z tym, że jesteśmy na nim razem. Tak powinno być od początku i nie chcę sobie robić wyrzutów, że coś chciałem przez to ukryć. Mam uczucia związane z jej osobą, choć bywa różnie, te uczucia będą mi towarzyszyć przez jakiś czas.

Musiałem tu wejść i to napisać, bo znów pogrążam się w myślach o nas i czuje, że nie mam tego uregulowanego. Posprzątałem pokój, popatrzyłem w okno i pomyślałem, że może usunąć konto na stronie internetowych randek, gdzie pierwszy raz spotkałem Liliię i gdzie dała mi swój kontakt na skype. Zresztą i tak miałem to konto, aby dać się ponieść wspomnieniom czytając stare wiadomości i poczuć się jak to było zanim wszystko się wydarzyło. Piękne czasy, kiedy to myśleliśmy jedynie o tym jak piękna czeka nas przyszłość, którą przemierzymy razem. Kiedy byłem na stronie, znów stwierdziłem, że byłaby to ucieczka od czegoś co wisiałoby mi nad głową. Owszem, usunięcie pozwoliłoby mi poradzić sobie szybciej z myślami, których próbuję się pozbyć, ale chyba nie chodzi o to, żeby po drodze stracić coś co kiedyś pozwalało mi poczuć się tym kimś. Takie myśli powoli pomagają mi wstać na nogi, to pewnego rodzaju przestroga, a w najlepszym przypadku motywacja, aby pokazać żonie, że dobrze, że do mnie wróciła, a w najgorszym przypadku, żeby żałowała, że nie wyjechała.

Advertisements