Wyjazd do Moskwy – jak? czym? kiedy? co tam jest?

by Mariusz

Dzień dobry.

Dziś postanowiłem, że warto podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat Moskwy. Zapewne jeżeli w ogóle tutaj trafiłeś to pewnie gdzieś w środku ciebie emanuje wielka chęć zwiedzenia tego wielkiego i jak łatwo można się domyśleć oryginalnego miasta. A może jedziesz tam z tego samego powodu, dla którego ja jechałem – do mojej przyszłej żony? Wszystko warto brać pod uwagę. Skoro tam byłem, widziałem i funkcjonowałem trochę w tym mieście to warto zaczernąć informacji na temat tego co tam czeka, a proszę mi wierzyć na słowo – można się zaskoczyć tak samo pozytywnie jak i negatywnie. Tak więc, jeżeli pojawiają się pytania, które są najczęściej zadawane, czyli:

Jak dojechać do Moskwy? Co zobaczyć w Moskwie?
Tani hotel w Moskwie? Tani nocleg w Moskwie?
Metro w Moskwie? Moskwiewskie metro?
Jak funkcjonuje miasto? Jacy są mieszkańcy?

Jeżeli chociaż jedno pytanie Cię prześladuje, to trafiłeś w odpowiednie miejsce.

Przede wszystkim jest to pigułka informacji na temat samego miasta. Czy da się w ogóle skrócić informację na temat miasta w paru zdaniach? Raczej nie, ale postaram się. Jest to miasto niesamowicie rozległe z bogatą historią sięgającą dalej w datach niż sam Chrzest Polski, więc przeszukując informacji na temat tego miasta napotkamy wiele ciekawostek. Między innymi takich, że  powstało ono z chwilą kiedy zbudowana została baszta na Wzgórzu Borowickim, co nie tylko zapoczątkowało założenie miasta jako takiego, lecz także dało to bazę historii kremla, który oczywiście był wtedy z drewna. Miasto zwane wtedy „Moscov”, które fonetycznie było bliższe dzisiejszej wersji anglielskiej niżeli rodzimej rosyjskiej. Geneza nazwy nie jest wyjaśniona w stu procentach. Jedna wersja, która jest najbardziej prawdopodobna to taka, iż nazwa pochodzi od rzeki, nad którą osiadł Jerzy Dołgoruki. W ten sposób trzeba byłoby doszukiwać się genezy nazwy rzeki Moskwy itd. Nie mniej jednak od tamtej pory było ono praktycznie niezwyciężone mimo wielu prób najeźdzców w późniejszym okresie. Dość ważną ciekawostką, szczególnie dla Polaków, jest fakt, iż tylko nam udało się wbić do Kremla po zwycięzkiej bitwie pod Kłuszynem pod wodzą Stanisława Żółkiewskiego. Zreszt długo to nie trwało bo „aż” dwa lata stacjonowaliśmy, aż w końcu zostaliśmy wykurzeniu w wyniku powstania kupców przeciwko Polakom i wszystko to działo się w latach kryzysu Cesarstwa Rosyjskiego określanego w historii jako Wielka smuta. Moskwa wraz z jej mieszkańcami byli dość zawzięci i słynęli z uporu jeżeli chodz o obronę swojego mienia do tego stopnia, że poprzedzając najazd Napoleoński, co pewnie skończyłoby się na wykorzystaniu miasta jako bazy stacjonarnej agresora podpalili swoje własne miasto co uniemożliwiałow pobieraniu zasobów żywności i zadecydowało w końcu o wycofaniu wojsk z ziemi moskwiewskiej. Bardzo odważny i ryzykowny krok, który zarazem ilustruje determinację Rosjan w obliczu walki o swoje. Od wtedy miasto stale rosło w siłę przez nagły przyrost populacji chłopskiej. Niejeden stwierdziłby, że skróciłem historię i okroiłem ją z istotnych dla niej wątków wraz z przemianami, ale właśnie ilość takich informacji jest zbyt duża, aby omówić nawet więcej niż trochę z dawnych czasów rozwoju miasta.

Wybierając się do miasta warto zadać sobie podstawowe pytanie zanim podejmiemy decyzję, aby się tam wybrać – czego oczekujemy od Moskwy. Oczywiście jest to miasto wyjątkowe i zdecydowanie jedyne w swoim rodzaju, ale może niekoniecznie być tym co chcemy zobaczyć. Od najmłodszych lat widywałem słynny Kreml z Placem Czerwonym w kultowych filmach, czy nawet serwisach informacyjnych i stawiając tam kroki czułem coś w rodzaju styczności z potęgą świata. Nie da się również ukryć, że to największe miasto europy ma perfekcyjnie rozbudowaną sieć transportu publicznego oraz bogactwo kultury komunizmu, która na swój sposób ma swój urok i nie do końca opuściła region rosyjski dlatego jest zauważalna na każdym kroku i co czyni to miasto tak wyjątkowym – chociaż właśnie to może okazać się zaskoczeniem dla nas. Nie jest to bowiem miasto rekreacyjne, ani zbyt szczególnie pozytywnie nastawione na turystów, dlatego będąc tam jesteśmy praktycznie zdani na siebie i na swoje przewodniki, mapki, słowniki i inne niezbędniki do poruszania się lub zwyczajengo komunikowania się. Bez języka rosyjskiego ani rusz – i nie ma co nastawiać się na podstawy języka angielskiego, ponieważ cyrylica jest wszechobecna, nawet przystanki metra są opisane tradycyjnym rosyjskim bez żadnych „małych literek w wersji angielskiej”.

Jak dojechać do Moskwy? Mamy parę opcji i warto zaznaczyć, że każda różni się od siebie całkowicie. Rosja, stolica, odległość, Rosja, odległość…pociąg. Takie były moje pierwsze skojarzenia, jeżeli chodzi o przejazd, więc uznałem to za punkt zaczepienia. W sieci znajdziemy wiele informacji na temat przejazdu pociągiem – niektóre cenne, lecz większość nieaktualna. Więc informacja najbardziej aktualna jest taka, że wyjazd pociągiem do Moskwy to nie tyle przygoda co wyzwanie, które przeciąga się do 18 godzin. Można to przeboleć, oficjalnie nawet nie można pić w pociągu, ale co można innego robić? Czytać książki? To jest jednak 18 godzin ciągłego ruchu przerywanego stacjami, gdzie lokalni próbują uhandlować trochę na opchnięciu prowiantu przez okno. Moja żona, która jechała do mnie i ode mnie nie była szczególnie lekko traktowana i nie chodzi wcale o współpasażerów lecz o straż graniczną, która losowo wybierała sobie wagon oraz szczegółowo maglowała rzeczy osobiste wyrzucając całą zawartość na wierzch. Koszt takiej podróży rok temu wynosił około 450 złotych w jedną stronę w pociągu bez przesiadek.

O wiele taniej wyglądała spawa z przesiadkami i jeżeli ktoś myśli, że 18 godzin to dużo, więc trochę więcej z przesiadkami też wytrzyma towarto zastanowić się dwa razy. Jedną z opcji jest przesiadka w Terespolu i przesiadka w Brześciu po stronie Białoruskiej. Czy jest więcej przesiadek – nie pamiętam. Czy ktoś sobie poradzi? Całość podsumowałbym jednym zdaniem, czyli jeżeli ktoś nie zna języka rosyjskiego, lub myśli że zna, ale nie jest pewien to zdecydowanie odradzam jeżeli ktoś liczy na bezstresowy przejazd. Zresztą jeżeli chodzi o znajomość bez elementarnej wiedzy języka rosyjskiego zalecałym poszukać innej drogi dojazdu.

Najprostszym więc sposobem transportu jest oczywiście samolot. W tym przypadku mamy do wyboru linie bezpośrednie LOT lub przesiadkowe innych operatorów. Co warto wybrać? Polecam linie Swiss Air, które startują z Warszawy około godziny 9:40, lecą przez Zurich i dolatują do Moskwy w okolicach godziny 18:55. Przy okazji odejmijmy sobie czas lotu o dwie godziny ze względu na różnicę stref czasowych. Droga powrotna wygląda mniej więcej podobnie, ponieważ wylatujemy z Moskwy o godzinie 6 rano, przelatuje przez Zurich i dolatuje o ok. 13:00. Przy czym jeżeli ktoś nie lubi przesiadek to lot do Moskwy może przypaść do gustu przez zaledwie 30 minutową przesiadkę, a w drodze powrotnej ten czas przedłuzony jest o zaledwie dwie godziny, gdzie spokojnie możemy zjeść sobie lunch i wypić kawę. Poza tym na pokładzie serwowane są całkiem przyzwoite w smaku odgrzewane posiłki tak samo jak w locie z Warszawy do Zurichu jak i z Zurichu do Moskwy i z powrotem. Najlepszą informacją w tym wszystkim była cena, która wynosiła jedynie 650 PLN w obie strony! Tak, dobrze przeczytaliście. Jedynie 650 złotych kosztuje taki dwustornny luksus. To znaczy… o ile ktoś nie ma nic przeciwko lataniu, szczególnie nie cieszącym się dobrą sławą rosyjskim przestworzom. Szwajcarska dokładność może zniwelować obawy. Miła obsługa również.

Dlatego samolot jest idealną opcją. Jeżeli ktoś dokona rezerwacji ze znacznym wyprzedzeniem, to może spotkać się z podobną ceną. Pociąg jak na stan i czas podróży jest według mnie zdecydowanie za drogi, a samochód opłaca się w przypadku, gdy podróżujemy w grupie. Chociaż jeżeli kroś by mnie pytał to powiedziałbym, że jazda te 1200-1400 km to żadna przyjemność, szczególnie gdy narażeni będziemy na koszty związane z wizą tranzytową i niewiadomą, która czeka na nasz samochód na obcym terenie. Do mnie przemawiała opcja samolotu mimo lęku wysokości, jednak była to jedyna logiczna opcja dla samotnego podróżnika, którego szlag by trafiał w nudnym pociągu, a do tego mój urlop zostałby automatycznie skrócony o dwie doby.

Wiza do Rosji to akurat prosta sprawa. Prawdopodobnie zostanę znienawidzony przez agentów załatwiających sprawy wizowe za nas, ale nie ma sensu wyrzucać pieniędzy w błoto w sytuacji, gdy możemy sobie sami poradzić z tym wszystkim. Po pierwsze – musimy mieć ubezpieczenie. W sieci znajdziemy ubezpieczycieli, którzy wysyłają automatyczną odpowiedź mailową w chwili, gdy uiścimy opłatę i to jest podstawa dokumentu załączanego przez petentów. Opłata za rozpatrzenie wniosku wynosi 150 złotych, a przelew robimy po drugiej stronie ulicy Ambasady Federacji Rosyjskiej przy Belwederskiej w biurze „Wspólnota 2000”, która pobiera drobną opłatę, za wykonanie przelewu. 150 złotych to cena standardowego czasu rozpatrywania, ale w moim przypadku trwało to jedynie dwa dni, więc nie warto przepłacać. A jak wygląda samo złożenie wniosku o wizę? Sytuacja jak w kiosku – zostawiamy dokument, kobieta w oknie sprawdza czy wszystko ok i zaprasza nas na konkretny dzień. Kolejek nie ma, bo wnioskodawców wpuszcza się bez kolejki, a teraz można nawet złożyć podanie przez internet nie wychodząc z domu.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Wizę turystyczną można uzyskać na maksimum 90 dni, więc na pierwszy raz nie ma co rzucać się w taki przedział, bo jeżeli komuś wystarczy tydzień, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że dostanie na tyle ile potrzebuje. W moim przypadku było to na tydzień i tyle wystarczyło, aby wniosek był pozytywnie rozpatrzony. Do wniosku wizowego należy również złożyć dokument potwierdzający nasz pobyt, czyli rezerwacja w hotelu będzie w sam raz.

I tu jest najpoważniejsza decyzja, którą musimy podjąć zanim pojedziemy to miejsce pobytu. Niestety nie mam dobrej wiadomości, ponieważ hotele w Moskwie są okrutnie drogie. Cena nie idzi w parze z jakością, ponieważ w cenie najtańszych hoteli będziemy mieli czterogwiazdowy hotel w Polsce lub w krajach o podobnych kodach cenowych. Nie można się okłamywać – to miasto jest bardzo drogie jeżeli chodzi o pobyt. A jeżeli mamy wybrać, to szukajmy takiego, które udostępni nam Voucher Turystyczny. I nie mylić go z potiwerdzeniem rezerwacji, bo to inna para butów. Voucher jest ważny, ponieważ przekazujemy go do Ambasady wraz z wnioskiem o wydanie wizy. Oczywiście można ten Voucher kupić bez zamawiania hotelu przez stronę http://www.hotels-pro.ru/order/127 za odpowiednią opłatą. Ja korzystałem z tego i oceniam to za obsługę sprawną i wiarygodną, więc rekomenduję. Za przyjemność tą trzeba zapłacić 70-80 złotych.

Wybór między hostelem a hotelem jest ważną sprawą, szczególnie w Moskwie. Należy uważać, żeby w cenie hotelu nie trafić do hostelu o standardziej marnym, lecz z wysoką ceną sugerującą, że trafimy do lepszego pokoju. Nic z tych rzeczy, na to naprawdę trzeba uważać. Hostele bywają tanie, ale nadrabiają opłatami za swoje ewnetualne vouchery, chociaż nawet jeżeli cenowo będzie atrakcyjnie to ostatecznie przyjdzie nam mieszkać w jednym pokoju na pryczy sąsiadującej z pryczami zupełnie obcymi ludzmi. Kto by chciał pozbawiać się niezbędnej prywatności? Dlatego szukałem długo i znalazłem jedną z odpowiedzi na pytanie „Nocleg w Moskwie”. Chodzi o hotel Moskvich, który nie robi szału, ale za cene około 220 złotych mamy całkiem przyzwoity pokój w hotelu znajdującym się blisko stacji metra, a stamtąd mamy już może 20 minut wagonem do centrum. Śniadanie nie jest wliczone, obsługa nie mówi po angielsku, ale można sobie poradzić – zresztą osoby pracujące w recepcji zwykle są po to, aby zrobić swoje, a my meldujemy się, żeby zrobić swoje. Aby sobie ułatwić, można zrobić rezerwację przez system booking.com, który obsługuje ten hotel.

Jeżeli przylecieliśmy samolotem to wybór transportu jest kwestią wyboru. Ponieważ lotnisk jest 4 w Moskwie to dojazd może być różny, ale jeżeli ktoś trafi do Domodedova tak jak ja to podzielę się doświadczeniem. Zdecydowanie odradzam korzystania z usług taxi oferowanych na terminalach, gdzie kierowcy potrafią być naprawdę upierdliwi – najlepiej ich ignorować, traktować jak powietrze, a samego kontaktu unikać jak ognia, bo spokoju nie dają. Powód prosty – kosmiczna cena. Mafia taksówkarska działa na sporej ilości lotnisk, nawet na naszym warszawskim lotnisku, a Moskwa nie jest wyjątkiem,  co raczej nie jest wielkim zaskoczeniem. Jak wspomniałem mój przylot był na Domodedovo i z tego miejsca jest kilka przystępnych opcji, aby dostać się do centrum Moskwy. Na przykład pociąg Aeroexpress – wiele linii lotniczych udostępnia bilety na przejazd już w cenie biletu lotniczego. Jeżeli jednak nie był to można go nabyć tradycyjnie przed wyjazdem w cenie 320 rubli (~32 złotych). Składy startują co 30 minut, a przejazd do centrum trwa około 40 minut. Całkiem dobra opcja. Innym sposobem jest przejazd busem z parkingu. Cena będzie podobna, a przejazd sięga do najbliższej stacji metra, czyli Domodedovskaya, gdzie się przesiadamy, a linią ‚2’ dojedziemy do ścisłego centrum. Innym sposobem przejazdu jest taxi, więc ostatecznie można pozwolić sobie na taki luksus. Nie każdy kierowca jest naciągaczem, więc ustalając cenę zanim usiądziemy na tylnej kanapie negocjujmy w granicach 100 złotych.

Tu nie ma większego zaskoczenia poza drobnymi wyjątkami. Zapewne metro będzie naszym głównym środkiem transportu ze względu na bardzo przychylne opinie. Ja nie mam wygórowanych wymagań, więc nie oczekiwałem wiele. Co może spotkać przyjezdnego w podziemiach? Sporo. Zacząłbym od przelicznych opowiastek związanych z budową metra, jej tajemnicami i plotkami. Między innymi sam fakt istnienia D-6 nazywanej także „metro-2” składającej się z 3 linii (4 linia była przewidziana w budżecie, lecz nie wiadomo jaki jest jej status), a głównym celem ich istnienia jest pełen stan gotowości do przeprowadzenia ewentualnej ewakuacji. Łączy najważniejsze ośrodki rządowe, a jedna z linii ma aż 60 km. A co można powiedzieć o metrze, które jest ogólnodostępne? Jest ogrone, a jej sieć przypominająca jedną z okładek albumu zespołu Depeche Mode jest jedną z najbardziej rozbudowanych ze znanych rodzajowi ludzkiemu. Liczy aż 186 stacji, a najdłuższy eskalator ma 126 metrów łącząc jeden z peronów bezpośrednio z powierzchnią ziemi. Co by nie mówić to sprawdza się jedna z największych zalet wymienianych każdemu, kto rozmawia o metrze moskiewskim, że ma on nadzwyczajne wnętrza. Są to salony ze stylowymi żyrandolami oraz masa posągów, ołtarzy, obrazów, witraży, ozdób i innych rzeczy, których nie sposób wymienić jednym tchem. Aż trudno uwierzyć, że te 186 stacji różnią się od siebie wszystkim. Czystością jednak to metro nie grzeszy, ponieważ gołym okiem można zauwazyć osad na wagonach, ścianach i wypukłych elementach w peronach. Trudno się temu dziwić, ponieważ mamy 4 stacje naziemne, a przejazd metra przez rzekę odbywa się miejscami nad poziomem wody w prowizorycznym moście, gdzie wagon narażony jest na liczne zabgrudzenia. Tabor wyposażony jest w różne wagony – od starych po najnowocześniejsze. Te stare są najpopularniejsze i mocno wyeksploatowane. Jak porównać metro moskiewskie z warszawskim? O ile się da, ponieważ nasz metro jest zdecydowanie płytsze, nowoczesnie rozplanowane i raczej nudne. Gdybym miał być zupełnie szczery i miałbym porównać te dwa miasta to Warszawa od dawna ma więcej niż jedno metro, ponieważ w ten sposób moglibyśmy policzyć wszystkie kolejki prowadzące do Legionowa, Józefowa itd jako metro, ponieważ jakością niewiele odbiega od tych, jakie do zaoferowania ma Moskwa. Tym bardziej, że przejazd wcale nie oznacza odziemne odyseje.  Mamy nowe wagony, a raczej takie same, lecz w zupełnie innej jakości. W Moskwie mamy te same „serie 81” lecz oszycia są typu „skaj” w stanie mocno zużytym. Unosi się tam specyficzny zapach grzanego metalu zmiesznaego ze smarem lub smołą, więc poczucie czystości jest dalekie od porządanego. Sama głębokość jest godna podziwu i trudno się dziwić, że służyłoby jako idealny schron przeciwatomowy (co zresztą  było natchnieniem autora książki „Metro 2033”) zresztą obserwując i doczytując kolejne informacje na temat „życia podziemnego” w Moskwie, można uwierzyć w każdą teorię dotyczącą podziemnych tajemnic Rosji. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo to również idzie ona w parze z czystością, czyli nie wygląda to najlepiej. Bramki ochrony wraz z budkami to po prostu kolejna przeszkoda dla bezdomnych, ale nie jest to coś czego nawet złykły gapowicz by się bał, ponieważ będąc tam będziemy świadkami licznych skoków przez kołowroty co zostanie zasygnalizowane specyficznym dzwiękiem. Co na to wszechobecna ochrona w budkach z monitoringiem? nic. A co na to stóże prawa patrolujący korytarze i spacerujący po peronach? nic. Nie jestem bardzo wyczulony na bezpieczeństwo jak zapewne tamtejsi ludzie więc podejrzani mogą być szybko wyróżnieni w tłumie, ale jak znamy życie to nawet zwykły człowiek mógłby wyciąć w pień oczekujących na swój wagon. Tego wynikiem jest niejeden zamach w tymże metrze w 2010, który jednocześnie jest jednym z najgorszych znanych współcześnie zamachów na tle religijnym, gdzie zginęło 39 osób, 64 było rannych, a incydent ten powtórzył się 40 minut później z wynikiem 14 ofiar śmiertelnych. Można powiedzieć, że co do bezpieczeństwa i tak jest lepiej niż było.

Ceny biletów są relatywnie przystępne dla każdego kto nie tylko chce podróżować po mieście szybko, lecz także jest tańszą opcją niż wszystko co mamy do wyboru. Bilet jednorazowy to obecnie koszt 2,80 złotych, a możemy kupić bilety na 10 przejazdów do 60 przejazdów. Nie ma biletów okresowych (wyjątkiem jest miesięczna, 3 miesięcna i roczna karta), nie ma również ulg dla turystów w żadnym wieku i etapie edukacji. Nie warto zaopatrywać się w bilety na dłuższy okres niż 3 miesiące, ponieważ zwykle są one wymieniane na nowe.

Do innych miejsc będziemy musieli korzystać z linii autobusowych, które wywiozą nas na same peryferia miasta. Bilety można nabyć w kioskach lub u kierowcy. Z uwagi na prowizję zaleca się zakupić bilet na przejazd w kiosku. Samo użytkowanie autobusu niewiele odbiega od transportu publicznego w Polsce w dawnych latach lub w PKS podmiejskim dojazdowym. Mianowicie wchodzimy drzwiami od strony kierowcy, a reszta drzwi służy jednynie jako wyjście. Uwaga: biletów nie trzeba kasować zaraz po wejściu, a można to zrobić do następnej stacji. Kierowca pełni rolę kontroli biletów, ponieważ i tak większość kupuje bilety w drzwiach ze względu na niską cenę biletu. Przez to będziemy świadkami specyficznego zjawiska, które jest jak schemat wyrobiony na przestrzeni lat, czyli za kierowcą jest otwarte okno, przez które każdy pasażer wyrzuca swój świeżo zakupiony bilet. Dość dziwnie to wygląda, przyglądałem się temu za każdym razem i za każdym razem mnie to intrygowało.

Co kto woli oglądać. Jak już pisałem – miasto jest rozległe i mimo, że możemy je przebyć w przeciągu parudziesięciu minut to i tak te parę dni (bo kogo stać na dłuży pobyt) jest za mało, aby zobaczyć mniej więcej wszystko i odczuć urok stolicy Rosji. Na początku naprawdę warto zrobić sobie rozpiskę co chcemy zobaczyć i dać sobie spokojnie rezerwę czasu na realizację, bo albo coś nam się spodoba na dłużej, albo gdzieś po drodze zabłądzimy. Podstawowe miejsca, które należy zobaczyć to jasna rzecz – Kreml z Placem czerwonym i dalej to już od koloru do wyboru. Samo metro można zwiedzać godzinami więc dla niewymagających to nawet takie podstawy wystarczą. Do tego wszystkiego warto zaopatrzyć się w profesjonalny przewodnik lub chociażby zdobyć darmowy przewodnik z serii „In your pocket” dostępny w internecie lub przejść się do każdego większego hotelu na miejscu w Moskwie, gdzie takie źródła informacji cieszą się sporą popularnością.

Kreml, Plac Czerwony, Cerkiew Wasyla Błogosławionego oraz Mauzoleum Lenina. To akurat miejsca, które znajdują się w jednym miejscu, więc zwiedzenie tego można obliczyć jako pół dnia oglądania. Nie kwestią jest w tym przypadku kiedy nam się podoba to wejdziemy tylko nasz czas będzie uzależniony od dostępności tych miejsc. Przed wejściem zalecałbym zaznajomić się aktualnym czasem otwarć tych poszczególnych miejsc. Na dzień dzisiejszy Kreml jest dostępny codziennie od 10:00 do 17:00 oprócz czwartków, za to komnata zbrojeń jest dostępna o godzinie 10:00, 12:00, 14:30 i 16:30. Mauzoleum Lenina jest dostępne codziennie od 10:00 do 13:00 poza poniedziałkiem i piątkiem – wtedy jest zamknięte, a moim zdaniem warto wejść, aby zobaczyć zmumifikowane ciało Dyktatora Rosji Sowieckiej w całej okazałości. Z Cerikiewem Wasyla Błogosławionego jest jeszcze inaczej, ponieważ jest dostępny od 11:00 do 18:00 bez wtorków i pierwszego poniedziałku miesiąca. Za 10 złotych można kupić sobie bilet w kasie, która znajduje się na zewnątrz budynku i podziwiać raczej surowe wnętrza tego uroczego (z zewnątrz) miejsca. W środku możemy poczuć się nieco skrępowanie, bo mamy ciasne korytarze, ale jest też najwyższa komnata ze wokalnym triem traktującym o muzyce sakralnej. Przede wszystkim można się dziwić jak wygląda ten kolorowy budynek i jaką odmianą dla samego siebie jest jego środek. Wiecie już jakie są godziny otwarcia i dostępność w poszczególne dni, więc musicie przyznać, że warto z wyprzedzeniem zaplanować swój dzień na zwiedzanie tych miejsc skoro chcemy te miejsca zwiedzić.

Restauracje nie są zbyt popularne, co nie oznacza, że ich nie ma. Tradycyjni Rosjanie nie lubią stołować się na mieście i wg pradawnego schematu należy spożywać posiłki w domach. Na mieście jest ich zatem dość mało, za wyjątkiem okolic Starego Arbatu, gdzie jest mnóstwo restauracji i kawiarni, które serwują rosyjską jak i międzynarodową kuchnię. Fast foody cieszą się złą sławą, lecz obecnie dopiero wkraczają jakby na tamtejszy rynek i ku zaskoczeniu radzą sobie całkiem dobrze, tak więc wchodząc do McDonald’s zwykle napotkamy sporą kolejkę. Nie zapomnijmy, że jest to miasto chętnie odwiedzane przez turystów, a że trudno znaleźć restaurację pod siebie to taki fast food jest pierwszym wyborem. Menu w McDonald’s jest podobne, lecz polecam frytki, które standardowo serwowane są sosem serowym – naprawdę pyszne połączenie. Ale chyba nie pojedziemy do serca Rosji, żeby objadać się żarciem, które mamy tu? Bez obaw, tradycyjne restauracje są równie pyszne co o nich słyszymy. Za stosunkową niską cenę możemy zjeść cały obiad, a jeżeli odczytanie menu okazałoby się problemem, to polecam bliny (naleśniki), pelmeni (pierogi) lub po prostu barszcz. Jak zapewne zauważyliście, kuchnia jest bardzo zbliżona do naszej i nie da się tego ukryć. Jeżeli chcecie coś zjeść „na szybko” i będziecie przy Placu Czerwonym wybierzcie się do centrum handlowego „Gum”. Na ostatnim piętrze znajdziecie uniwersalną restaurację samoobsługową z pysznym pieczywem w bardzo atrakcyjnych cenach

Dla turystów zainteresowanych zakupami tradycyjnymi lub pamiątkami, będziemy mieli w czym wybierać. Szczególnie pamiątkami, bo te są dostępne co krok, jednak aby zupełnie nacieszyć się pełnym asortymentem do wyboru, trzeba wybrać się trochę dalej niż do centrum, ale o tym za chwilę. Pozostańmy przy centrum, dla przykładu wybierając się do wspomnianego wcześniej centrum handlowego „Gum”, będziemy mogli zobaczyć nadzwyczajną architekturę zaprojektowanej według staroruskich trendów. Zbudowany na przełomie XIX i XX wieku gmach mieścił w sobie ok. 1000 sklepów. Odrestaurowany budynek w połowie XX wieku nie stracił swojego uroku. Nadal posiadał wyjątkowe udekorowanie, które nie straciło swojego uroku mimo komunistycznych wpływów na architekturę. Ze względu na drogi asortyment, nie jest to miejsce na dokonywanie zwykłych zakupów. Mamy tu do dyspozycji drogie marki cieszących się renomą również poza granicami kraju. Poza miejscem do spacerowania, restauracjami i darmową toaletą na trzecim piętrze, trudno znaleźć sobie tam miejsce dla siebie jeżeli nie jest się zakupoholikiem. O wiele lepiej pod względem cen przedstawia się centrum handlowe pod Ogrodem Aleksandra, które znajduje u stóp północno-zachodniej części Kremla. Przede wszystkim, na uwagę zasługuje fakt, iż jest to centrum handlowe skonstruowane w całości pod ziemią. Jest niesamowicie duże i bogate w różnego rodzaju sklepu. To typowe miejsce, gdzie możemy kupić wszystko czego oczekiwalibyśmy po typowym centrum handlowym. Znajdziemy tam marki dobrze nam znane, ale również takie, których jeszcze nie widzieliśmy na oczy, lecz mogą nam się spodobać przez oryginalność sięgającą czasami po kicz.

Są też inne miejsca godne uwagi, ale sklepy znajdziemy wszędzie, szczególnie jeżeli przejdziemy się deptakiem Starego Arbatu, lub przejdziemy się Nowym Arbatem. Jeżeli poszukujemy czegoś oryginalnego, musimy wybrać się metrem do stacji Partizanskaya i przejść prawą stroną kompleksu hoteli widocznych z samego wyjścia metra (to te cztery wysokie budynki). Chodzi konkretnie o Izmailovo Market – jarmark o ponadczasowym stylu z najbardziej oryginalnym wyposażeniu. Można dostać tu praktycznie wszystko, od pięknych obrazów, rzeźb, innych rękodzieł po futra, czapki, hełmy lotnicze, broń, puchary, urny itd. Miejsce prowadzone przez szemranych typów jest prawdopodobnie bardzo bezpiecznym miejscem dla turystów. Trzeba sobie poświęcić sporo czasu na zwiedzanie tego jednego miejsca i żal jest tego, że podróżując samolotem nie można pozwolić sobie na większe zakupy. Jest dostępne w każdy dzień tygodnia, lecz w tygodniu wystawia się tylko paru handlarzy. Prawdziwe rarytasy w pełnej okazałości czekać będą w weekendy. Polecam każdemu zapalonemu turyście.

Z mieszkańcami trzeba uważać, ponieważ ani nie są oni negatywnie nastawieni ani pozytywnie. Nie trzeba się obawiać zagrożenia z ich strony, ale nie oczekujmy po nich wielkich sojuszników. W miejscach usług mamy typowe jak na biurokratyczne zjawisko zachowanie załatwienia klienta jedną odpowiedzią, która nie płynie z jego zainteresowania i entuzjazmu. Przede wszystkim, nie znają angielskiego i trudno jednoznacznie powiedzieć, czy łatwiej dogadać się z nimi po angielsku, czy próbować po polsku. Rosyjski jest silnie zakorzenionym językiem co widać wszędzie jak się tam jest, a cyrylica jest praktycznie jedyną opcją jeżeli przyjdzie nam coś czytać. Zupełnie pomijam takie miejsca jak restauracje sieciowe z okolic Starego Arbatu. Osobiście nie zdawałem sobie sprawy z trudności jakie następują z niewiedzy rosyjskiego do chwili kiedy usłyszałem jak ktoś gdzieś rozmawiał po angielsku. Wtedy nawet nie zwracałem uwagi czy to polski czy angielski, lecz po prostu mowa którą znam. Poza tym zauważyłem, że Rosjanie są zawzięci i stosują dwie formy Rosyjskiego – bardzo uproszczony, który jest niesamowicie łatwy do opanowania, ale zwykle używają standardowego, którego trudno zrozumieć i mówią w taki sposób, aby nie czuć się zbyt komfortowo w mowie i słuchu. Oczywiście nie mówię, że Rosjanie to wredni, czy źli ludzie, lecz oni mają taką naturę, że ma tak być jak sobie postanowią i koniec dyskusji. Jeżeli chodzi o angielski i o posługiwanie się nim to zazwyczaj nie doświadczymy dialogu w tym języku nawet jeżeli widać, że rozmówca usiłuje ukryć swoje umiejętności językowe. Można jednak trafić na kogoś kto się nie przejmuje różnicami i tak się złożyło, że podczas zgubienia drogi pytana osoba prawie zaprowadziła nas na to miejsce mimo, że to w przeciwnym kierunku niż zamierzała iść. Gdzie zatem jest klucz do sukcesu? Podstawy mówienia po Rosyjsku tak, że widać najmniejsze nasze próby. Z własnego doświadczenia wiem, że nawet gdy Rosjanie przyjeżdżają tu to nie przekraczają granicy komunikacji do chwili, aż zaczniemy używać pojedynczych słów w języku rosyjskim. Wtedy zmieniają się diametralnie i czują się bardziej swojsko, będą pierwsze uśmiechu i zupełnie inne nastawienie nawet jak żadna ze stron się nie zrozumie. Nie jest to kraj agresywny, ale chyba niezbyt ufny szczególnie dla nas. Sądząc po ostatnich wydarzeniach politycznych to trudno im się dziwić, bo nie wiedzą czy jesteśmy przyjaźni czy wręcz przeciwnie. Starsze pokolenia uważają, że Polak to człowiek zły, przebiegły i jak to już przez propagandę weszło w życie – gorszy od Rosjan. Młode pokolenie za to traktują nas dość poważnie jako ludzi żyjących w tragedii,  do Rosji jedziemy dla rozrywki, a nie w celach nawiązywania kontaktów. Obie opcje nie świadczą o nas najlepiej. Młodzież ma bardziej uniwersalne spojrzenie na świat i ludzi z innych regionów świata, więc inaczej będzie nam porozumieć się z nimi niżeli z ich rodzicami. Z Rosjanami mam dość częsty kontakt i coraz częściej widzę, że kultura rosyjska zmienia się i jest coraz bardziej podobna do naszej po upadku komuny. Oczywiście tam nadal to mężczyzna jest tym, który zarabia na rodzinę, kobieta zajmuje się domem i obie strony są zadowolone. Nas fascynuje ten świat, w który kobiety są mniej sfeminizowane niż polki, lecz jeżeli spojrzymy prawdzie w oczy to już nie tylko Moskwa i Sankt Petersburg jest miejscem, gdzie te poglądy upadły lub są w fazie upadku, dlatego szukając żony powinniśmy omijać te dwa miasta – powoli to zaczyna się rozpowszechniać bardziej w głąb kraju i zalety, z których słynie Rosja pod względem normalności i odseparowania od bezwzględnego świata wpływów oraz potrzeby budowania kariery odchodzą w zapomnienie.

Sprawa picia wódki. Zgadza się, piją dużo i mają do tego zdrowie,… ale takie jak my. Gdy wyobrażamy sobie człowieka, który przechyla 200 ml wódki za jednym chlapnięciem to myślimy, że to pewnie Rosjanin. Polak pije po 50 ml i się upija. Kto zatem wypije więcej? Po równo! Oni mają nawyk picia szklankami, ale zwykle proporcje przekładają się jak u nas tylko dawkowanie alkoholu jest inne. Wolą szybciej się upić niż męczyć się kieliszkami, ale efekt ten sam. Ceny alkoholu są zbliżony do Polskich i wybór jest równie bogaty w lokalne wódki jak u nas w nasze. Największą popularnością cieszy się „Standard”.

Przede wszystkim mieszkańcy bywają pomocni i lepiej mieć ich po swojej stronie. Mają do nas dystans, który z czasem się zmniejsza i ten dystans trzymają przez długi czas do chwili, aż przebijemy się przez pierwsze lody. Wtedy dogadujemy się już bez słów. Ponad wszystko potrafią się bawić. Podczas mistrzostw Euro 2012 mogliśmy poczuć bezpośrednio jaki mamy z nimi kontakt. Poza drobnymi incydentami, za które powinniśmy brać większość odpowiedzialności to nie można powiedzieć o nich niczego złego. To wszystko działo się u nas, lecz kiedy przyjdzie nam pojechać tam, to rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Mimo wszystko jest to miejsce, które warto odwiedzić przynajmniej raz w życiu.

Reklamy