Nasz dzień

by Mariusz

Drugiego dnia zostałem obudzony przez nią, który przyszła do mnie dość wcześnie. A jeżeli nie była to wczesna pora to na pewno była to wina różnicy czasowej między krajami. Wchodząc do pokoju zastała inny układ mebli – połączyłem dwa łóżka w jedno – na co zareagowała śmiechem. Chwilę pobyliśmy w pokoju, dałem jej dwie czekolady – obie były wyrobem polskiej firmy „Wedel”. Dałem jej również mój ulubiony perfum damski jaki zawsze chciałem dać tej ważnej mi osobie na dowód mojego pełnego oddania się jej. Perfumy te to Dior Pure Poison. Po szybkim prysznicu skierowaliśmy się do stacji metra „Текстильщики”. Z tego miejsca wyruszyliśmy do centrum miasta.

Wysiedliśmy na stacji „Пушкинская”. Z tego co dziś zauważyłem, to chyba wysiedliśmy o jedną stację za daleko, jeżeli mieliśmy dojechać tam, gdzie planowała iść. Przemierzając małe uliczki miałem okazje podziwiać unikalny klimat Moskwy, czyli małe restauracyjki, wyjątkową architekturę, zachowanie ludzi. Mimo wszystko nie wiedziałem co jest naszym aktualnym celem. Wyszliśmy wtedy na szeroką ulicę i wtedy zmierzaliśmy prosto. Zdecydowanie szeroka ulica, której czasami nie wiedzieć dlaczego brakowało wymalowanych linii ruchu gościła samochody, które my – osoby znające Moskwę z opowieści – były zaniedbane z zewnątrz. Zawsze podziwiałem ten kraj za to jak traktuje swoje samochody. Po parunastu minutach dotarliśmy do placu, który był w części remontowany. Rozmawialiśmy o muzyce i wymieniliśmy między innymi formację HIM. Pamiętam jak to by było przed chwilą – moment schodziliśmy do przejścia podziemnego i wymienialiśmy ulubione piosenki z tego zespołu. Wtedy ona wymieniła tytuł, który akurat nie należał do ich repertuaru, ale może słyszała jakąś przeróbkę w ich wykonaniu (to akurat wiem, bo tytuł kojarzyłem i należał do kogoś innego, chodziło o HIM – Wicked Game). W przejściu podziemnym, w którym nie było wprawdzie nic nadzwyczajnego mijaliśmy muzyka, który grał na akordeonie, co było ciekawym podkreśleniem klimatu Rosji znanego na całym świecie. Po wyjściu z przejścia skierowaliśmy się w lewą stronę, ale wtedy nadal nie wiedziałem czego poszukujemy. Opowiadała coś o nocnym zwiedzaniu miasta, co brzmiało na wspaniały pomysł, ale nie wiem czy szukała informacji na temat wycieczek, przystanku, czy punktu sprzedaży biletów. Przy okazji mijaliśmy stragany handlowe, gdzie moglibyśmy zaopatrzyć się w mnóstwo wyjątkowych pamiątek, a nawet miód, który pochodził z jej regionu, ale ona akurat nie przepadała za nim. Po krótkim spacerze wzdłuż czerwonego muru przeszliśmy przez bardzo udekorowaną bramę i znaleźliśmy się na Placu Czerwonym. Byłem pod niesamowitym wrażeniem tego miejsca. Było wspaniałe, bardzo duże i nie aż tak zatłoczone przez ludzi.

Delikatesy GUM

Pierwszym miejscem, który zwiedziliśmy to dom handlowy „Gym”. Wielu by się dziwiło dlaczego jakiś sklep miałby być miejscem, które mielibyśmy zobaczyć jako pierwsze. Prawda, ale to nie jest zwykły sklep. To sporych rozmiarów sklep z high-end’owym asortymentem oraz restauracją bufetową, gdzie zjedliśmy śniadanie. Po przekąszeniu pierwszego posiłku wybraliśmy się do sklepu spożywczego na poziomie 0. Typowe rosyjskie produkty w przeróżnych formach, w tym wódki, kawior, ryby, a to wszystko w pięknych stalowych puszkach równo poukładanych na półkach w sklepie z podłogą z płyty granitowej oraz stylowymi żyrandolami. Po obejrzeniu tego pięknego centrum handlowego stylizowanego na włoskiej architekturze czas przyszedł na odwiedzenie Cerkiew Wasyla Błogosławionego. Za nim dotarliśmy do tego śmiesznego, kolorowego budynku, moje oczy były skierowane na wielką bramę kremlowską i przez cały czas nie odstępowała ode mnie myśl próbująca wyobrazić sobie co jest po drugiej stronie. W końcu jestem w stolicy potężnej Rosji, blisko siedziby władzy, która tak często jest podkreślana w środkach masowego przekazu, filmach oraz w zwykłych rozmowach. Stojąc tam uświadomiłem sobie, że jestem w mieście, o którym marzy masa ludzi na całym świecie, a ja po prostu przyjechałem sobie, aby spotkać się z ukochaną i robiłem sobie z tego wycieczkę turystyczną jakby to był spacer po chleb. Dopiero jak się rozejrzałem dookoła, a wszędzie było coś wyjątkowego, poczułem swoją pozycję.

Ona szybko wystrzeliła do przodu. Widać było, że jest bardzo zainteresowana zwiedzeniem Cerkwi. Stanęliśmy w kolejce po bilet i po chwili byliśmy już w środku. Żałuję, że nie mogłem zrobić zdjęć. W środku wszystko prezentowało się zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Było dość surowo, nisko i wąsko, poza jedną z sal, gdzie można było posłuchać sobie rosyjskich pieśni w wykonaniu wokalnego trio. Pochodziliśmy trochę po tych ciasnych korytarzach, ale długo tam nie przesiadywaliśmy. Poszliśmy do innego centrum handlowego, które było po drugiej stronie Placu Czerwonego idąc wzdłuż muru kremla zaraz za budynkiem Sądu. Tam zrobiłem jej zdjęcie na moście, któremu czasami się przyglądam próbując przypomnieć sobie ten prawdopodobnie najbardziej szczególny wyjazd w moim życiu (i tak twierdzę, że żadne określenie nie odzwierciedli szacunku jaki mam do tego miejsca przez ładunek emocjonalny, który powstał w wyniku reakcji jaka zaszła między mną a nią). Tam pochodziliśmy sobie po sklepach i przy okazji poznałem znaczenie firmy „zenden” w życiu mojej ukochanej. Centrum było miejscem, gdzie spędziliśmy więcej czasu – czy jest coś lepszego niż zakupy z tą wyjątkową osobą w sklepach, które są zupełnie nieznane? W kwestii zakupów nie wyróżniam się niczym od innych facetów, bo mam do nich raczej obojętny stosunek, ale tamtejsze sklepy sprawiły, że nie były to zwykłe zakupy, a jej towarzystwo szczególnie zmieniło moje nastawianie do nich. Żałuję, bardzo żałuję, że było tak mało miejsca do odpoczynku i mam tu na myśli nawet zwykłą ławkę, żeby spocząć chociaż na 5 minut, ponieważ mimo wszystko nie byłem przyzwyczajony do tak długich spacerów turystycznych i konsumenckich, więc ostatnie czego chciałem to pokazać po sobie zmęczenie. Po wyjściu ze sklepu zrobiliśmy sobie parę zdjęć na Placu Czerwonym, a w jej zachowaniu widać było, że miała kolejny plan. Rozglądała się, bo chciała się gdzieś przedostać. Wiedziała gdzie, ale nie wiedziała jak.

Z bramy miejskiej przeszliśmy za Cerkiew przez wielki most, z którego często są robione zdjęcia Kremla i Cerkiewu, bo idealnie i mieszczą się w kadrze. W tym momencie opowiedziałem jej, że przez mój przyjazd tu ominą mnie wybory prezydenckie. Stosunki polsko-rosyjskie ostatnio nie były najlepsze przez nagłośnioną sprawę katastrofy smoleńskiej, więc stwierdziłem, że warto ją uświadomić, iż Polska jako kraj i naród jest bardzo pozytywnie nastawiony  względem Rosjan i nawet taka klęska tego nie zmieni, dlatego większość Polaków została podzielona na fakcje entuzjastów i przeciwników bliźniaka zmarłego prezydenta Jarosława, więc i ja liczyłem, że nie dojdzie on do władzy i nie wprowadzi swoich antyrosyjskich poglądów, którymi już zdążył się pochwalić, a które zapoczątkował jego świętej pamięci brat. Dialog ten trwał od ulicy Bolotnaya ultisa przez Faleevskiy pereulok do samego Sofiykaya naberezhnaya. Wtedy za horyzontem ukazał się biały budynek z kopułami. To było miejsce, do którego przemierzaliśmy. Próbując sobie przypomnieć tamten spacer zastanawiam się jak nam udało się przeżyć odcinek biegnący wzdłuż rzeki skoro nie było tam chodnika. Patrzyłem na Kreml, który był po drugiej stronie rzeki i spojrzałem na rzekę. „Jak nazywa się rzeka płynąca przez Moskwę?” – zapytałem. „Moskwa” – odpowiedziała  z uśmiechem. „O! To łatwo zapamiętać” – odparłem ze zdziwieniem z równie entuzjastycznym uśmiechem na twarzy. Po jakimś czasie byliśmy już na moście, który prowadzić ponownie na kremlowską stronę Moskwy. Teraz było wiadomo, że ona chciała ominąć Kreml, aby dostać się bliżej nieznanego mi jeszcze białego budynku ze złocistymi kopułami. Zaczęło robić się już ciemno i romantycznie. Kiedy dotarliśmy do budynki, którym był Cerkiew Chrystusa Zbawiciela nazywanego przez nas Aladynem (w tym samym, w który swój ‚wielki’ występ dały członkinie zespołu Pussy Riot). W ogrodzie, który leży u stóp Cerkiewu, jest posąg Aleksandra- założyciela Moskwy. „Sashka?” zapytałem, przez co uśmiechnęła się, powiedziała, że „tak, ale lepiej nie mówić tak”. Pod Aladynem wpadliśmy do sklepu jubilerskiego, gdzie podziwiała biżuterię w gablotach. Kupiła tam sobie o ile dobrze pamiętam kolczyki. Po wyjściu ze sklepu usiedliśmy na ławce i pozwoliliśmy sobie na trochę romantycznych zbliżeń u progu potężnego Cerkiewu i tam samym stało to się dla mnie wyjątkowym miejscem, naszym miejscem. Niestety nie czułem się najlepiej i mój żołądek wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że ma nade mną przewagę. Oczywiście nie było to nic innego jak dziwne reakcje zachodzące w ciele mężczyzny, który spotyka się z kobietą po bardzo długiej przerwie od tego typu spotkań w swoim życiu.

Po Aladynie przyszedł czas na spacer przez słynny Stary Arbat. W drodze tam śpiewałem jej moją wersję piosenki Real Hero z repertuaru College i Electric Youth zaczepiniętej z filmu „Drive„, którego oglądałem w trakcie lotu z Zurichu do Moskwy.  Miałem bardzo dobry humor mimo dokuczającego żołądka. Powiedziałem jej jedynie, że muszę iść do toalety i w tym celu wstąpiliśmy do lokalu przy 6 Улица Волхонка, ale tam chyba toalety nie było, chociaż nie byłem pewien po co tam wchodziliśmy, ponieważ ona tego nie powiedziała. Po paru minutach byliśmy już przy metrze Arbatskaya. Tam słyszeliśmy muzykę jakiejś kapeli, która wykonywała piosenkę jej znaną. Zmierzając w tamtym kierunku trafiliśmy na ulicę Stary Arbat. O niej nie wiedziałem zbyt dużo poza faktem, że stał się on areną walki o klienta przez międzynarodowych restauratorów. Ulica ta wyglądała na jedną z tych co swoje najlepsze lata miała już za sobą chociaż był tam element kultury ulicznego entertainmentu. Chyba trafiliśmy tam w odpowiednim momencie, bo wyglądało to na miejsce, które ożywało wieczorami. Przemierzając ulicę napotkaliśmy kawiarnię Costa Coffee, którą znałem jeszcze z warszawskiego nowego światu. Ona kupiła nam czajnik tradycyjnej herbaty, a ja w tym czasie pofatygowałem się do toalety, aby ukoić ból. Wypiliśmy herbatę i według starej tradycji poczęstowałem się lokalną gazetą w celu zupełnego wtopienia się w kulturę Rosji, poczuć smak tamtejszego życia, przeżyć to jak prawdziwy mieszkanie Moskwy. Wydanie piątkowe opiewało w artykuł o polityce gospodarczej z inwestorami z innych krajów w Moskwie, a w dziale sportowym można poczytać było o przygotowaniach reprezentacji Rosji w piłce nożnej do meczy kwalifikacyjnego ze Słowenią do pucharu Euro 2012. Kto by pomyślał, że 10 miesięcy później przyjdzie mi zobaczyć ich mecz na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Miałem z nią plan, aby kupić wino i wznieść toast za nasze spotkanie. Przemierzając Arbat nie było zbyt dużo sklepów typowo spożywczych co ku mojemu zdziwieniu było nieco dziwne, aby mieć problem z zakupem podstawowych artykułów w centrum Moskwy. Nie wspominając już o alkoholu. O ile dobrze pamiętam to zaopatrzyliśmy się w napoje w sklepie przy 54 Смоленская-Сенная площадь. Sam arbat przeszliśmy spokojnym spacerowym krokiem. Powiedziała, że w Moskwie też są takie budynki jak w Warszawie. Chodziło o Pałac  Kultury i Nauki zbudowany w latach pięćdziesiątych z inicjatywy Stalina. O tym, że PKiN ma swoje rosyjskie odpowiedniki w paru miejscach na świecie wiemy od dawna i umówiłem się z nią, że odwiedzimy te miejsca, żeby sobie porównać jak wyglądają. Decyzja ta padła kiedy wchodziliśmy do jednego ze sklepów z pamiątkami – futrzane czapki, pocztówki, malowana zastawa kuchenna, popiersie Lenina, talerzyki z wizerunkiem historii Moskwy czy nawet z Putinem czy Medvedeva to już norma. Tak samo jak słynny „niet” propagujący do abstynencji czy plastikowy plaster chleba z kawiorem. Po wyjściu ze sklepu mijaliśmy tamtejszy Hard Rock Cafe i pod jego drzwiami powiedziała, że chciałaby tam pewnego dnia iść. Mi to pasowało, bo bywałem w klubie z tym logo, a jeden z nich jest w Warszawie…więc może pewnego dnia…? Ale nie wtedy. Dalej już nam było wszystko jedno gdzie pójdziemy, więc swoje kroki stawialiśmy dalej ulicą Смоленская. Napotkaliśmy perfumerię, gdzie zazwyczaj lubię wchodzić i podziwiać zapachy. Wskazałem jej całą kolekcję Dior Pure Poison i zaznaczyłem, że wybór tego, który wręczyłem jej był przemyślany, bo mimo, że każdy typ Diora jest przeznaczony na różne sytuacje, pory dnia i imprezy to ten, który ona dostała i tak jest tą jedyną, która zrobi wrażenie wszędzie. Niedaleko od skrzyżowania z Nowym Arbatem usiedliśmy na ławce (jednej z niewielu w tym mieście) i już na pierwszy rzut oka było widać, że moja urocza rosjanka bardzo cierpi z bólu. To była ta nieszczęsna dolegliwość na którą cierpią kobiety od czasu do czasu i z tej przyczyny podziwiałem, że z taką determinacją podziwia ze mną miasto pokonując sporą ilość kilometrów bez możliwości częstszego odpoczynku. Czyli wyszło tak, że i ona i ja cierpieliśmy podobnie, a mogłem jedynie wyobrażać sobie, że ona bardziej. Po skręceniu z ulicy Новый Арбат ona jako przewodniczka po mieście wskazała palcem na budynki znajdujące się po prawej stronie i powiedziała „a eto jest buhs”. Kompletnie nie zrozumiałem co ona mówi do mnie, ale jak spojrzałem na budynek i odkrywczym akcentem odparłem „aaaa books, książki”. Miło się wspomina rzeczy, które były już w dość odległej przeszłości i nie ma szans, żeby dziś wyglądał nasz dialog skoro ona od tamtej pory mówi już bardzo płynnie po polsku.

Wróciliśmy do domu, wzięliśmy prysznice (nauczyłem się słowa „duś”) i otworzyliśmy butelkę rosyjskiego szampana. Już prawie zapomniałem, że urocza brunetka to z krwi i kości prawdziwa Rosjanka, więc przyjmowała alkohol szklankami. Z jednej strony nie powinno mnie to dziwić, ale traktowałem tego typu opinie na temat Rosjan jako plotki, legendy. W tym przypadku nie miałem wątpliwości, przyjęła alkohol w mgnieniu oka, kiedy ja się krzywiłem do picia. I co ona wtedy powiedziała? Że jeszcze nauczy mnie pić po rosyjsku. Nie przepadam za alkoholem, ale w jej słowach płynął jakiś urok, któremu nie mogłem się oprzeć. Podjedliśmy czekoladę oraz paczkę croissantów 7 day’s o smaku szampańskim. Rozmawialiśmy do późnej nocy o wszystkim co się da. Tematy nam się nie kończyły, a w telewizji leciał jakiś film o Rusku, który pojechał do USA i przemierzał ją ciężarówką. Podobno jakiś popularny aktor, który bodajże już nie żyje. Chyba nawet pochodził z aktorskiej rodziny.

To był bardzo udany dzień mimo tych wszystkich dolegliwości, które nam towarzyszyły z naszymi organizmami. Widziałem sporo co Moskwa ma do zaoferowania. Spędziłem bardzo romantyczny dzień z moją miłością i pierwszą wspólną noc. Nie mogę sobie lepiej wyobrazić dnia, którym był piątek 7 października 2011 roku.

Reklamy