„Zakochany bez pamięci”

by Mariusz

Kto z nas chociaż raz utożsamiał się z urywkami z filmów lub nawet z całą fabułą podaną jak na tacy. Przykładowo „Eternal sunshine of the spotless mind” jest jednym z tych filmów, które dotykają samego sedna bólu jaki nosimy sobie po utracie kogoś bliskiego. Dzieło w reżyserii Michel’a Gondry’ego i scenarzysty Charliego Kaufmana to nie jest zdecydowanie niedzielny film, podczas którego będziemy się dobrze bawić, a spolszczenie tytułu („Zakochany bez pamięci”) niestety źle sugeruje, bo moje skojarzenie było z filmem o miłości, jakimś romansem, a obsadzenie w roli głównej Jim’a Carrey’a dodatkowo uśpiło zainteresowanie. Jest to trudny film, którego fabuła orbituje wokół wrażliwego tematu zerwania, więc nie możemy oczekiwać pocieszenia czy zrozumienia, ale na pewno pozwoli nam przywyknąć do myśli, że nie jesteśmy sami w sytuacjach dla nas najgorszych i takie rzeczy mogą zdarzyć się każdemu. Niemal przez całą fabułę jesteśmy świadkami dziwnych reakcji, które zachodzą w głównym bohaterze, któremu towarzyszą specyficzne zjawiska. Mój artykuł będzie wprawdzie własną interpretację filmu, ale ostrzegam, że będzie w nim zawarte wiele spoilerów, więc przerwijcie sobie czytanie, następnie obejrzyjcie go, a później wróćcie tu. Jednak ostrzegam – jeżeli przeżyliście kiedyś totalne zeszmacenie uczuć i czuliście się jak gówno przez nieudany związek, to jesteście gotowi na film. Ja popełniłem kiedyś ten błąd i odpaliłem sobie ten film zanim miałem takie przeżycia i już gdzieś na samym początku zniechęciłem się do kontynuowania. Później spotkałem pierwszą miłość i przeżyłem traumatyczne zakończenie – wtedy przypomniałem sobie, że jest pewien film… (i tu zapraszam do oglądania, a tych co obejrzeli, do czytania dalszej części posta).

Joel jest zwykłym człowiekiem, który pewnego dnia postanowił obrać przeciwny kierunek niż ten, który wybiera w każdy inny dzień, gdzie czekała go praca, kolejne codzienne wyzwania i schemat szarego życia. Wygląda na to, że nie był za bardzo zadowolony z życia i nie tak dawno zakończył związek z niejaką Naomi. Klimat wstępu jest utrzymany w scenerii tułaczki pod wiatr z nadzieją ułożenia sobie wszystkiego w głowie. Widzimy Joel’a szkicującego obrazu, który ma w głowie. Pozwolił sobie na wpis do czegoś w rodzaju pamiętnika, aby również przelać myśli na papier. W obliczu nieszczęść, z którymi próbuje się uporać spotyka dziewczynę o imieniu Clementine (Kate Winslet). Do około 17 minuty filmu śledzimy zapoczątkowanie nowej znajomości Joel’a. Po tak długim wstępie przechodzimy do głównego wątku fabuły jakim jest zerwanie związku. I tu widzimy Joel’a z miną, którą sam miałem parę tygodni temu. Mokra, spuchnięta twarz, przymrużone oczy – interpretacja bólu, który szarga naszym sercem jak pies szmatą. Twórcy filmu oszczędzili nam nawet skróconej historii ich związku, ponieważ od 17 minuty widzimy co się dzieje z światem głównego bohatera, a szczegóły rozpadu poznajemy wraz z dalszymi wydarzeniami, które sobie zgotował.

Któż z nas nie podejmowałby podobnej decyzji jak on? Przecież każdy kto kiedyś kochał i stracił tą wyjątkową osobę zna doskonale ból, który towarzyszy nam od pierwszego otwarcia oczu o poranku. Joel stracił swoją miłość i chciał ją odzyskać, ale ta go nie poznawała w sposób bardzo autentyczny, czego nie mógł zrozumieć. Jego znajomi ukrywali przed nim pewien szczegół – Clementine poddała się kuracji wymazania elementów swojej pamięci.  Wokół tego kręci się historia filmu i jest bardzo rozbudowana, a żeby zrozumieć ją w pełni trzeba skupić pełną uwagę. Trudny film dzierżący wagę ciężaru, który na nas spada w chwila, kiedy nas to spotyka. Kiedy tracimy kogoś ważnego zwykle nie wiemy co mamy dalej zrobić, bo nie wiemy czego możemy oczekiwać, ani co jest dla nas dobre, a już w ogóle nie wiem czy chodzi wyłącznie o nasze dobro. Więc najprościej, ale najmniej sprawiedliwie byłoby zapomnieć o całej sprawie, bo nie pamiętamy źródła bólu, ani sumienie nie będzie nam wyrządzało kolejnej krzywdy. To dwa ogniwa napędzające nas ku otchłani pesymizmu i ostatecznie pcha do podejmowania decyzji czasami nader drastycznych. Ale czy chcemy zapominać? Skoro straciliśmy kogoś to przecież nic nam nie pozostanie niż pamięć po tym kimś. To samo pytanie zadał sobie Joel, który podczas sesji zapominania zdał sobie sprawę, że jego decyzja wynikała z wściekłości, że Clementine odważyła się na taki sam krok przed nim, więc chciał sobie ulżyć w cierpieniu. O tym jest dalsza część filmu interpretująca urywki z ich wspólnych wspomnień. Tych bezcennych, jedynych w swoim rodzaju. Pokazane w sposób autentyczny z elementami fantazji dla łatwiejszego odczytania intencji, które płynęły od twórców – spadające samochodu ukazujące rozpadanie się świata, ulewa w pokoju, łóżko na plaży, pętla uliczna, brak napisów na szyldach reklamowych. Film nafaszerowany jest przesłankami, takimi jak słuchanie dennej muzyki i wyrzucenie kasety magnetofonowej przez okno samochodu ukazujące jak postępują ludzie, których dręczą wspomnienia – wyrzucają coś co niszczy ich od środka i nie pozawalają normalnie funkcjonować.

Advertisements