Nowe życie

by Mariusz

Kolejne miesiące wyglądały dziwnie. Bynajmniej nie przez fakt, że jestem po ostatnim związku, tylko chciałem zrobić coś ze swoim życiem. Otoczenie w pracy było drażniące mimo jakiegoś awansu, który nastąpił gdzieś po drodze. Ponieważ w pracy tej wkroczyła nowa władza, czyli nowa polityka to personel był regularnie zwalniany. Ja doczekałem się wypowiedzenia na zasadzie porozumienia stron, którego przyjąłem jak chleb z masłem. Jednocześnie po utracie pracy zażegnałem częściowo kontakty, które nie było mi na rękę.

Jedynie osoba z przeszłości, którą wymieniłem wcześniej jako niepoczytalną napotkałem na swojej drodze właśnie jako osoba podająca się za kogoś innego. W tym czasie często podróżowałem do Warszawy, gdzie nocowałem u mojego dobrego znajomego. Czasy te wspominam z łezką w oku pomijając szczegół, że spałem na podłodze, a raczej na materacu, z którego szybko schodziło powietrze. Odbiłem sobie dziwne sytuacje z przeszłości wyjściami z Łukaszem do klubów. Rozwijałem dalej swoje hobby i pojawiały się kolejne znajomości. Po powrocie do domu dostałem propozycję pracy w Warszawie, którą przyjąłem bez zastanowienia. Decyzja padła tak szybko jak krok w dorosłe życie – czyli wyprowadzka z domu rodzinnego do stolicy. Wtedy obudziły się we mnie ponownie ambicje z przed lat. Adekwatnie do entuzjazmu zarabiałem olbrzymie pieniądze porównując to do poprzedniej pracy.

Do Warszawy pojechałem z torbą podstawowej odzieży. Mieszkałem w pokoju, który mieścił w sobie tylko małe jednoosobowe łóżko oraz miniregał. Miał on może 6m2, ale miał widok na Pałac Kultury z 12 piętra. Nieświadomy ile pieniędzy zarobię zwiedzałem miasto i spotykałem się z ludźmi, których już znałem z odwiedzin. Powoli sobie meblowałem pokój, zmieniałem wyposażenie. Korzystałem z życia pełnymi garściami. Stołowałem się w fast-foodach, których nie miałem kiedyś pod oknem, regularnie odwiedzałem kluby muzyczne i stać mnie było na zakupy ciuchów, których zdecydowanie mi brakowało. Standard życia zmienił się o 180 stopni. Jednego z czego mogę być dumny to fakt, iż nie zależało mi na związkach w żadnym stopniu. Po prostu żyłem pełnią życia, a moim stałym towarzystwem byli kumple, który mieli problemy ze swoimi dziewczynami i to ja byłem tym co dziwił się, że spotykają się z takimi, a nie innymi dziewczynami na przykładzie własnego doświadczenia. Życie to jednak nie było dla mnie, wolałem spokojnie wieść życie, mieć stałą wypłatę i rozwijać swoje umiejętności. Umiejętności rozwijałem, skorzystałem z wiedzy języka angielskiego i moją stałą pracą stała się recepcja w jednym z Warszawskich hoteli. Praca była dość interesująca na początku, niestety to szybko minęło, a mi zaczęło brakować pieniędzy – założenie konta w Towarzystwie Ubezpieczeniowym odbierało mi 500 złotych miesięcznie z wypłaty oraz dość wysoka opłata za czynsz. Do tej pory nie musiałem nawet zaglądać na konto, ponieważ miałem takie pieniądze w kieszeni. Samotnie przemierzałem przez to życie. Ludzie sprzed lat przestali tworzyć fotograficzną śmietankę, każdy pracował na własny rachunek, a ja przeprowadzałem się z miejsca na miejsce, co było już bardzo męczące w połączeniu z pracą, która straciła całą swoją atrakcyjność.

Na jedynych wakacjach jakich byłem podczas mojej pracy w Warszawie poznałem moją znajomą, która miała problemy ze swoim chłopakiem. Stało to się podczas wyjazdy nad morze – nie utrzymywaliśmy kontaktu, bo obie strony uznały to za lepsze rozwiązanie bez konsultowania tego – i pomyślałem, że warto odświeżyć starą znajomość. Zaprosiłem ją na kolacje i spacer. Ona bardzo entuzjastycznie odpowiedziała na to, co mnie nawet trochę zdziwiło, bo byłem przekonany, że z kimś się spotyka. Okazało się, że właśnie zakończyła związek, ale nie mogłem i nie byłem w stanie wyczuć, czy jest to ten sam chłopak z którym spotkała się w Londynie. Prawdopodobnie tak, ponieważ nie było jej do śmiechu, kiedy mówiła o rozstaniu. Widać było, że to ważna sprawa. Pech sprawił, że na deptaku spotkaliśmy jej byłego już chłopaka, a ona była bardzo zdziwiona jego widokiem. Chyba nie chciała spotkać go w sytuacji, kiedy jest na spacerze z kimś innym. Kolega się kulturalnie przedstawił, zamienił parę słów i musiał iść ze znajomym, który czekał obok. Po tym zdarzeniu można uznać, że moja przyjaciółka wygasła i skończyło się dla niej to spotkanie. Nie poszło całkiem po jej myśli, a ja chyba nie byłem taki jakiego mnie pamięta, bo nastąpiła między nami mniej przyjemna wymiana zdań, tylko nie pamiętam już na jaki temat ani ile tych zdań było. Bodajże powiedziała, że jej nie znam, kiedy chciałem powiedzieć coś co by ją podbudowało. Równie dobrze mogła być zmęczona, jak zawiedziona, ale tego już się nie dowiem, bo od tamtej pory nie zamieniliśmy nawet jednego zdania. Było to może 2 lata temu.

Moja przeprowadzka to znaczny zwrot akcji, w którym wszystko się zmieniło od podstaw. Z czasem zaczęło mi brakować rodziny i każdy wyjazd w odwiedziny to cofnięcie się w czasie do lat beztroski i zabawy. Był moment, kiedy szukałem pracy w Poznaniu, ale niestety tamtejszy rynek nie miał zbyt wiele do zaoferowania, a praca w identycznych charakterze była zupełnie nieadekwatna niż moja obecna pod względem wynagrodzenia, więc automatycznie przekreślało to możliwość przeniesienia się. Nie było wyjazd do rodziców, gdzie nie czułbym wewnętrznej krzywdy spowodowanej opuszczania ich kolejny raz przy czym przy każdy dojazd do Warszawy zupełnie zmieniał mój humor. Będąc tam – tęskniłem, będąc tu – wiedziałem, że tu mi lepiej. Ciekawe zjawisko, które pojawia się kiedy kogoś zwykle tracimy, czyli przypominamy sobie jedynie te najlepsze chwile i zapominamy powody naszych decyzji, które mimo, że były spontaniczne to były one słuszne. Dopiero w Warszawie przypominają mi się sytuacje z Poznania, których nie chciałbym przeżywać ponownie.

Reklamy