Przyjaźń damsko-męska? …nieeeee…chociaż…

by Mariusz

Jakoś szybko doszedłem sobie po tym zerwaniu. Pewnie dlatego, że nie czułem się jako uczestnik od pewnego czasu, a można powiedzieć nawet, że poczułem ulgę. Moje fotograficzne hobby się rozwijało, a wraz z nim poznawałem nowe osoby. Czasami były to całkiem ciekawe przypadki związane z pierwszymi stronami kolorowych gazet. Od tych akurat wolałem trzymać się z daleka. W środku tego zamieszania nawiązała się nowa znajomości z mieszkanką północy. Nie mogę ukryć, że była to wyjątkowo urocza modelka. Prawie codziennie przeglądałem jej profesjonalną stronę internetową i cieszyłem się znajomością.

Jak na tamte chwile czułem, że mamy wiele wspólnego. Ja jako początkujący w świecie zdjęć poznałem profesjonalną modelkę, która była również ode mnie starsza o rok. Nie miało to jakiegoś większego znaczenia, ale sama świadomość tego pomagała mi uwierzyć, że rozmawiam z poważną osobą. Jedynie w sferze edukacji trochę dziwnie mi się rozmawiało z kimś, kto przymierza się do pisania pracy magisterskiej kiedy ja nadal raczkowałem na studiach. To był wstęp do bardzo ciekawej znajomości, która z dnia na dzień rozwijała się coraz bardziej i nie miałem nic przeciwko temu. Jako chłopak czułem się dowartościowany ciągłym kontaktem z kimś poświęcającym całą swoją uwagę właśnie mi. Nadszedł ten wiekopomny moment pierwszych przymiarek do debiutanckiego spotkania. Na taki pomysł wpadliśmy, kiedy wylatywała w odwiedziny do swojej siostry do Londynu. Doszliśmy do wniosku, że te parę dni bez siebie znosimy ciężej niż nam się wydawało, dlatego decyzja była jednogłośna – najwyższy czas się poznać twarzą w twarz.

A nastąpiło to zaraz po jej powrocie do kraju. Zaplanowaliśmy, iż razem pojedziemy do Warszawy, aby spędzić weekend ze sobą. Pomyślałem, że to wspaniały pomysł, ponieważ miło wspominam to miasto i chętnie odwiedziłbym je w takim towarzystwie. Była zima, a nasz weekend przypadał na jeden z mroźniejszych dni, więc nieszczególnie chciało nam się błądzić po mieście. Po relatywnie niedługim czasie przenieśliśmy się do kina i wybraliśmy się na seans filmu „Południe-Północ” – bardzo klimatyczny, amatorski film. Po wyjściu z kina byliśmy bardzo wpatrzeni w siebie, a że było późno to trzeba było już jechać do miejsca, gdzie mieliśmy przenocować, czyli u jej ojca w mieszkaniu pod jego nieobecność. Mały szczegół – jej rodzice się rozwiedli, dlatego mieszkają osobno. Plan był taki, że ona pojedzie pierwsza i pożegna ojca, który właśnie wybierał się na urlop w góry. Ona miała mi dać znać, aż pojedzie. Przedstawiła mi adres oraz linię jak dojechać do niej. Było dość późno więc czekałem cierpliwie na przystanku w śnieżycy. Po dojechaniu na przystanek wybrałem złą drogę na piechotę, ponieważ nie dogadaliśmy się co do kierunków. W końcu udało mi się dotrzeć do mieszkania.

Niestety ta odyseja przez zaspy śniegu źle odbiła się na moim zdrowiu, co nie przeszkadzało nam w czerpaniu korzyści ze spotkania. Pogoda nie polepszała się jakoś szczególnie, więc zrezygnowaliśmy z podróży do miasta. Zamiast tego oglądaliśmy filmy i nadal czerpaliśmy korzyści. I tak do ostatniego dnia pobytu czuliśmy się dobrze, chociaż trochę się zmęczyliśmy. Kiedy nadszedł smutny moment pożegnań rozjechaliśmy się w swoje kierunki. Niestety nie wszystko przebiegło według planu, ponieważ już w drodze powrotnej moja przyjaciółka (czy aby nie ktoś więcej?) oznajmiła mi, że niestety z naszego związku nic nie będzie. Do tej pory podróż utrzymywała się w smutku z wmawianiem sobie, że nie ma co być smutnym skoro niedługo się pewnie zobaczymy. Wiadomość od niej trochę odmieniła mi wizję kolejnego spotkania i niestety nie rozumiałem tej nagłej zmiany. Kontakt stopniowo się urywał, ale nie dochodziło do incydentów. Nastąpiła niezręczna cisza.

Po kilku dniach lub tygodniach na moją skrzynkę pocztową przyszedł e-mail (to była nasza regularna forma komunikacji). Był on od niej. Napisała dość długą i bogatą w szczerość treść, w której przepraszała mnie, ale jednocześnie twierdziła, że zasługuję na szczerość. Wyjaśniła mi w nim, że jej życie jest pełne cierpienia po nieudanym związku z mężczyzną, z który była 6 lat, a ten jej powiedział, że to definitywny koniec. Podczas wyjazdu odświeżyli sobie tą znajomość co wpłynęło na jej wspomnienia i ruszyło ją sumienie jakby mnie oszukiwała podczas próby stworzenia czegoś nowego. Nie wiem dlaczego, ale napisała do mnie wiadomość, która idealnie pojawiła się w chwili, kiedy byłem gotowy ją przeczytać i przyjąć z pełną powagą. Dostałem kawał prawdy od przyjaciółki, z którą zwykle udało mi się porozumiewać nawet bez użycia słów. Odczytałem tą wiadomość jako apel do przyjaciela, który jest w stanie zrozumieć jej niejasną sytuację w sferze uczuć, gdzie pojawiła się szansa. Trudno tego było nie zrozumieć nawet mi jako tego z pozycji porzuconego. Nie czułem się porzucony. Chociaż może tak miało być? Może ten wyjazd był nam potrzebny? Tak właściwie to jest to nieistotne, a najistotniejsze okazało się, że obie strony wyniosły coś więcej niż dobre wspomnienia po sobie – potrafiły sobie to wyjaśnić bez spięć i karygodnych reakcji. Powodów, przez które nasza znajomość nie skończyła się awanturą może być parę. Bardzo prawdopodobne było, że nie znaliśmy się na żywo, dlatego nagły brak nie był jakiś odczuwalny poza serią miesięcy opiewających w wyjątkowo słuszne traktowanie się wzajemnie z należytym szacunkiem adekwatnym do sytuacji.

Po tym przypadku nie wiązałem się na dobre przez kolejne 5 lat.

Reklamy