Miłość

by Mariusz

Większość z nas ma swoje teorie na ten temat. Jedni uważają miłość za coś wspaniałego, inni uważają miłość za chorobę. Miłość…miłość… Można próbować ją określić, zdefiniować, ale spójrzmy prawdzie w oczy – nie da się jej wytłumaczyć. Uznajmy więc, że właśnie dlatego jest wyjątkowa, a nie rozumiemy jej więc nas ekscytuje.

Nie da się wytłumaczyć, ani nie da się jej kontrolować. Tak samo jak próbować można w jednym przypadku i drugim, tak nigdy nam to nie wyjdzie. Chociaż nie powiedziałbym, że miłości się nie da kontrolować. Można, ale ma to więcej wspólnego z pogodzeniem się z nią. Zdecydowanie miłość jest motorem wielu naszych decyzji – czasem dobrych, czasem złych. Spontaniczne i często nieprzemyślane decyzje z tego tytułu zdarzają się nam przez całe życie. Dotyczy to nie tylko względem innych osób, ale czynności, które wykonujemy. Z miłością do ludzi jest nieco trudniej, bo możemy się nieźle wpakować, jeżeli pozwolimy naszemu czuciu na zbyt wiele, a druga strona tego nie odwzajemni. Z miłością do np. skakania ze spadochronem, czy podróży często przeszkodzą pozostają nam braki funduszy. Poniekąd z miłością do ludzi jest czasami podobnie i to jest smutne kiedy o przyszłości decyduje ilość kasy na koncie, bo w dużej mierze zależy to od tego jak ta miłość będzie prowadzić się dalej. Człowiek młody i bez doświadczenia przeciera oczy widząc jak to jest skoro ktoś się kocha i to mało? Owszem. Sama miłość to niesamowicie silna rzecz, ale z czasem staje się stabilna, przez co jest w stanie się kruszyć z czasem przez nasilaniem się problemów, których wcześniej nie widzieliśmy.

Ale zacznijmy od motywu pierwszej miłości. Kto ma ją przed sobą to cieszę się, że możesz poczytać trochę zanim wejdziesz w związek obiema nogami. Pierwsza miłość to coś co się pamięta do końca życia i wszystko od nas zależy jak potoczą się losy. Zwykle pierwsza miłość znacznie różni się od kolejnych…bo jest pierwsza. Są to nasze pierwsze doświadczenia dające niezłego kopa motywującego do życia. Obcując z taką siłą napędową cieszymy się każdym dniem i o wiele łatwiej nam wpaść w rytuał wzajemnego podejmowania zwykle mało istotnych decyzji. Widok zakochanej pary na ławce w parku, w kolejce w McDonaldzie, czy nawet czekających na czerwone światło na przejściu dla pieszych to piękna sprawa nawet dla osób, które nas was patrzą, bo mimo, że to związek to najtrudniejsze dopiero przed wami i może nie zdajecie sobie z tego sprawy to jest to najlepszy okres waszego życia, kiedy nie będą wam przeszkadzały wady tak jak to będzie miało miejsce w innym związku w przyszłości. Dlaczego? Ponieważ razem przechodzicie szkołę miłości, poznajecie świat na nowo z innych perspektyw, wszystko wydaje się bardziej kolorowe i słodkie w smaku. Wyjątkowość pierwszej miłości jest niesamowita. Wielu z nas, którzy stoi w kolejce w Mc lub na przejściu przygląda się z uśmiechem na ustach widząc młodzież, która nawet nie potrzebuje trzymać się za ręce, aby czuć się ze sobą dobrze. Za uśmiechem często kryją się wspomnienia i ciemna strona, przez co definitywnie cieszymy się, że miłość (ta pierwsza) to jedynie wspomnienie, nauczka i nieuniknione doświadczenie w drodze do dorosłości. Ale dlaczego to musi być tak trudne, że wspominamy to przez całe życie mimo, że tego nie chcemy? Przede wszystkim dlatego, że śmiertelnie zawiedliśmy się na kimś kto był dla nas nadzieją na lepsze życie. Podstawowym błędem jest interpretacja lepszego życia i błędów.

Każdy kolejny związek, będzie miał przez to ciężej. Mimo, że lepsze, że prawdopodobnie trwalszy to zwykle budowany na ruinach poprzedniego. Kiedy dochodzimy do siebie po szoku jakim jest powrót do samotności po udanym związku pełnym wyjazdów na wspólne koncerty, wakacje, obiadów z rodzicami, czy nawet pierwszym zbliżeniu seksualnym to są to rzeczy, których się nie ominie żadnym nowym lepszym wspomnieniem. Dlatego według mnie pierwsze związki trwają najdłużej ze wszystkich przedmałżeńskich oraz są podatne na fałsz i zadawanie bólu w zupełnie innych rozumieniu niż kolejne. Drugi związek to ten, które zwykle jest powielaniem przyjemności, oczekujemy równie fajnych przeżyć i ma on często najtrudniej, ponieważ wspomnienia po pierwszym związku nie dają za wygraną, a rozpoczęcie nowego rozdziału to zwykle nieudolna próba zniwelowania bólu kosztem wejścia w nowy związek na zasadzie „skoro on to ja też”, lub „ja mu pokaże”, lub rozsądne „chcę żyć dalej bez patrzenia przeszłość”. Jest to bowiem duża szansa, aby związek ten był lekarstwem i oderwaniem się od przeszłości, na którą zasługujemy. Zależy to od dawania sobie tej szansy i wiary w lepsze wspomnienia. Niestety między pierwszym, a kolejnym związkiem pojawia się ryzyko zdrady z dawną miłością. Dlatego drugi związek ma spore znaczenie w postępie psychicznym i będąc w nim należy wspomagać się wiedzą, że jest to nowy etap, w którym bierzemy udział i pod żadnym pozorem nie możemy dopuszczać do siebie wspomnień z poprzedniego związku co często dotyczy przyzwyczajenia się do osoby niż do uczucia.

Miłość jest przez swoją siłę często uważana za chorobę – atakuje w nieoczekiwanych momentach, wprowadza w nas zmiany, których nie chcemy. Czujemy stan nieważkości i tak samo jak można uszczęśliwić się czymś prostym, tak samo jesteśmy podatni na ból, którego absolutnie chcemy uniknąć. Czy bez miłości da się żyć? Odpowiedź „tak” jest dla mnie ucieczką od czegoś co się kiedyś wydarzyło i nadal w nas siedzi, bowiem nie da się żyć bez miłości. Ta ma różne skale i z kolejnymi związkami zdobywamy zdolność radzenia sobie z niepowodzeniem nawet u osób nie czujących się najlepiej jako potęga psychiczna w przykrych sytuacjach. Można więc uznać, że miłość to choroba, która dotyka w nieoczekiwanych momentach. Nie zawsze odpowiednich. Wyobraźcie sobie sytuację kiedy widzicie osobę o wyjątkowym spojrzeniu i uśmiechu, która ma w sobie to „coś”. A teraz pomyślmy, że jesteśmy spotykamy tego kogoś będąc już w związku. Nie uciekniemy za uśmiechem i pięknymi oczkami prawda? I nie jest to brak miłości w nas skoro inni nam się podobają. Tak zawsze będzie. Ja jako facet często takie coś mam i kiedy wiem, że po drugiej stronie ulicy, w autobusie czy w sklepie kogoś takiego spotykam… odwracam wzrok w drugą stronę, ponieważ wiem, że podjąłem się związku, który nawet jakby był marny to nadal jest to związek, za który biorę odpowiedzialność właśnie w takich sytuacjach. Podobnego oczekiwalibyśmy, gdyby ta dziewczyna byłaby naszą narzeczoną, a w naszym miejscu jest jakiś inny typ. Również chcielibyśmy, aby strony odwróciły się od siebie. Czyli da się to kontrolować dla dobra samych siebie także w dalszych etapach takiej znajomości, a miłość jest w pełni manewrowana przez przyzwyczajenia na co pozwolimy lub nie.

Advertisements