Nie wszystko miłość, co błyszczy

by Mariusz

Polska się rozwija. W dobie Unii Europejskiej zaczęły się zmiany w kraju, w nas, w naszym otoczeniu. Zdecydowanie sporo ludzi wyprowadziło się z kraju w poszukiwaniu nowego życia poza granicami naszej ukochanej polszy. Szałem okazały się Wyspy Brytyjskie, które są bodajże drugim największym siedliskiem rodaków po Stanach Zjednoczonych ze swoim Chicago. Ale nie o tym konkretnie będzie ten wpis pamiętnika. Bardziej dotyczyć to będzie pewnej dziewczyny, która coś z tym ma związanego. Związek ma to taki, że działo to się właśnie w okresie jednej z większych legalnych emigracji ostatnich lat.

Kontynuując swoją pracę po nieudanym związku na odległość poznałem Joannę. Spotkaliśmy się w firmie okazjonalnie, ponieważ jej placówka była w remoncie. Zbliżyliśmy się do siebie, wspólni znajomi nas stymulowali do pozwolenia sobie na rozwój znajomości, ponieważ nie szło nam na naszych osobnych drogach. Razem mogliśmy stworzyć coś udanego. Zaczęliśmy spotykać się regularnie, razem również bardzo często chodziliśmy do kina. Czy da się opowiedzieć coś więcej o tej znajomości? nie całkiem. Joanna pochodziła z innego miasta, ale życie układała sobie w moim mieście. Mieszkała u siostry, która samotnie wychowywała chorego syna – gimnazjalistę. Bez obaw, to jej siostra była znacznie starsza od niej, dlatego taka mała różnica między Joanną a jej siostrzeńcem. Po paru miesiącach zwróciła się do mnie z dość nietypową prośbą – poprosiła mnie o pozwolenie na spotkanie się ze swoim byłym chłopakiem, który mieszka na wyspach i przyjechał w odwiedziny. Co byście zrobili? Ja zrobiłem podobnie, czyli dałem jej wolną rękę. Po tym jakoś zaczęła budować jakaś niewidzialna ściana, którą budowaliśmy razem tak jak wcześniej budowaliśmy związek. Nastąpiły ciche dni i sprawy trochę się pokomplikowały. Zaczęliśmy sobie zarzucać wspólne błędy co doprowadziło ostatecznie do znaczniejszych nieporozumień. Nie byłem zadowolony z takie stanu rzeczy. Chciałem skontaktować się z nią, ale niewiele to dało, ponieważ od strony Joanny zaczęło brakować zaangażowania. Cierpiałem przez to i nie potrafiłem dotrzeć do niej. Spotkałem się z naszą wspólną znajomą, która zaproponowała spotkanie. Podczas tego spotkania wyjaśniłem dlaczego ja sam zacząłem mieć spory żal do Joanny, a ona miała nadal jakieś problemy w uciągnięciu naszego związku dalej. Może zaczęła podejrzewać, że w naszym związku brakuje uczucia?

Otóż nie, to nie jest takie proste. Nasza wspólna znajoma zaproponowała nam spotkanie twarzą w twarz. Co z tego wynikło? Wyjaśniła się przynajmniej kwestia dlaczego Joasia nie odzywała się do mnie. Tajemnicę tą kryły spore siniaki na przedramionach. Prawidłowa wersja to historia związku, który trwał od bardzo dawna. Nie mogę sobie przypomnieć imienia jej byłego chłopaka, ale pamiętam doskonale, że wyjechał on do Irlandii w poszukiwaniu pracy. Pracował fizycznie i z tego co wiem to dość ciężko, a robił to głównie z myślą o Joasi, którą tu zostawił, ponieważ plan był taki, aby zarobić tam trochę pieniędzy i doświadczenia, aby prawdopodobnie wybudować dom. Nie wiedział, że jego dziewczyna postanowiła wyjść z związku bez powiadamiania go, ale była pewna, że nie chce z nim być. Tak twierdziła. Opowiedziała mi to wszystko w końcu, a ja ją wysłuchałem. Po naszych nie najlepszych relacjach przyjąłem to wszystko z dystansem. Chciałem nawet jej jakoś pomóc nie jako chłopak, bo i tak się nie czułem w tej roli najlepiej na przykładzie naszego związku. Było jej ciężko i przeprosin mnie nie było końca. Ostatecznie wyznała mi, że jej związek nie skończył się jak powinien, szczególnie, że przed wyjazdem jej chłopak przymierzał się do oświadczyn i zrobił to podczas ich spotkania. To były zdania, które naprawdę potrafiły pozbawić człowieka wszelkiej ufności względem drugiej osoby. Tłumaczyłem jej, żeby nie wracała do toksycznego związku, w którym mężczyzna jest wstanie podnieść rękę na kobietę. Nie zdało to się na wiele, a ona usprawiedliwiała go dość naiwną wymówką, która brzmiała tak: „on to zrobił z miłości”. Owszem, miłość to potężne narzędzie nieznane człowiekowi w całej okazałości, ale jak widać groźne. Zapytacie się co zrobiłem po takim zdaniu? Odwróciłem się i stwierdziłem, że nie chce mieć nic wspólnego z osobą, która nie widzi nic dziwnego w biciu jej w imię miłości. Cóż, różne są formy okazywania uczuć i jeszcze równiejsze są metody argumentowania powrotów do siebie.

Ktoś mógłby mi powiedzieć, że stchórzyłem, nie walczyłem o miłość. To jest tylko w 1% prawda, jednak związek ten nie był taki jakby mógł się komuś wydawać. Jej zależało na tym, aby ze mną rozmawiać, a ja byłem osobą, którą przypadkowo poznała podczas swojej paromiesięcznej rozłąki z chłopakiem. Parę miesięcy po tym zdarzeniu odezwała się do mnie przez komunikator internetowy pod innym imieniem i nazwiskiem. Rozmowa przypominała mniej więcej anonimowe wysyłanie wiadomości o treści emocjonalnej. Nie lubię takich zabaw, więc szybko sprowadziłem dialog do poziomu, kiedy zaczęły się pojawiać pytania czy kogoś kocha, czy kochałem, czy był ktoś w moim życiu. Oczywiście nie prosiłem o jej prawdziwe dane tylko przejrzałem ją i wyraziłem swoją opinie na ten temat. Zakładam, że cierpiała nadal po tym co się stało i przeżywała kolejne przygody ze swoim chłopakiem. Dziś cieszę się, że to się zakończyło w taki a nie inny sposób.

Reklamy